Ślub na dwóch kółkach

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

Podziel się:

On jest nauczycielem historii, ona muzealnikiem. Kilka lat temu połączyły ich ...rowery. Pod koniec lipca w Urzędzie Stanu Cywilnego Olsztynie powiedzieli sobie to jedyne i wyjątkowe „tak”, po czym wsiedli na rowery i pojechali przed siebie. Ich podróż poślubna odbędzie się, a jakże, na rowerach.

Paweł Wielgan jest nauczycielem historii w Szkole Podstawowej nr 30 w Olsztynie. Jego wybranka życia, Renata Olak, pracuje w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. On pasją do rowerów zaraził się od kolegi dziesięć lat temu.
— Odkryłem, że w ten sposób mogę zwiedzać zamki zarówno w Polsce, jak i w Europie i lepiej poznawać interesujące mnie średniowiecze — opowiada Paweł Wielgan.
Jej z kolei rowery pomogła odkryć czysta praktyka. — Rowerem zaczęłam jeździć ot tak, do pracy — opowiada. — Autobusem było zbyt blisko, a pieszo za daleko. Idealny okazał się więc jednoślad. W ten sposób przekonałam się, że rowerem można dojechać wszędzie.

Kiedy poznali się trzy lata temu, na swoją pierwszą rowerową randkę pojechali do Pasymia. Pokonali wówczas 40 km w jedną stronę.
— To, że Renatka jeździła na rowerze, miało dla mnie duże znaczenie — wspomina Paweł. To samo twierdzi jego wybranka. — Ja też się ucieszyłam, że trafiłam na faceta, który jest wysportowany i jeździ rowerem — opowiada.
Renacie kondycji również nie brakuje, bo po godzinach pracy w muzeum zajmuje się pole dance, czyli popularnym w ostatnich latach tańcem na rurze. Jest jego instruktorką i należy do krajowej czołówki. Paweł poprosił Renatę o rękę w ubiegłym roku podczas podróży rowerowej do Rygi.
— Po przejechaniu kilkuset kilometrów uznałem, że może zostać moją żoną — uśmiecha się.


Przez Litwę i Łotwę przejechali w sumie wtedy 1 100 km. Takie wyprawy to nie lada wyzwanie. Dzięki nim jednak lepiej się poznają i zgrywają. Nic dziwnego, że po tych wszystkich doświadczeniach motywem przewodnim ich ślubu były rowery i, co ciekawe, lawenda. Rowery były na ślubnych zaproszeniach, przed urzędem stanu, a nawet na torcie! Wcześniej jednak swój wieczór kawalerski Paweł spędził na rowerze razem z kolegami. Po Kosowie i Macedonii w ciągu dwunastu dni przejechał 1250 km. Po ceremonii ślubnej w urzędzie Paweł wsiadł na rower listonosza, który zamiast listów miał w skrzyni wspomnianą lawendę. Dlaczego akurat tę roślinę?

— Bo bardzo lubię jej fioletowy kolor — tłumaczy Renata, która jechała na pożyczonym trójkołowcu. — To ze względu na suknię ślubną — tłumaczy mąż. — Na klasycznym rowerze mogłaby zaplątać się w łańcuch. Nowożeńcom w przejażdżce towarzyszyli członkowie Klubu Turystyki Rowerowej 4R z Olsztyna, którzy wcześniej skrzyknęli się na swoim portalu. Nowożeńcy w podróż poślubną pojadą rowerami aż do Holandii. Założą przygotowane na tę okazję koszulki z napisem „Rowerowa podróż poślubna”, również w języku angielskim. Oprócz tego będą mieli flagę Polski oraz drugą z napisami „Świeżo poślubieni!” i „Just married!”. Razem chcą pokonać 1200 km i jeszcze więcej, czego im jako redakcja życzymy!
woj

Komentarze (0)

Komentowanie wyłączone

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB