Szpilki na Siłowni. Nie chodzi o siłę "bicepsów", a o siłę umysłu

2015-11-07 12:00:00 (ost. akt: 2015-11-09 15:50:49)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Podziel się:

Przed nami kolejny trening w szkole. Tym razem zajęcia odbędą się w poniedziałek 9 listopada w Gimnazjum nr 1 w Giżycku. Poprowadzi je Małgorzata Kędzierska, trener personalny, współautorka sportowego bloga "Szpilki na Siłowni", występująca w stacji TVN.

Skąd pomysł na Szpilki na Siłowni?
- To był spontaniczny impuls, chociaż z Kasią Góralską, z którą wspólnie prowadzimy bloga, poznałam już wcześniej na obozie sportowym. Wspólne tematy do rozmów, podobne zainteresowania, pierwsze fitnessowe porażki i sukcesy. W tym wszystkim szczera radość i uśmiech. Obóz się zakończył, każda wróciła do siebie (Kasia do stolicy, ja na Mazury). Po obozie pozostał kontakt drogą internetową i telefoniczną. Pół roku później był kolejny obóz. Bogatsze o własne doświadczenia zaczęłyśmy notować wzajemne wskazówki i chociaż jesteśmy niczym woda i ogień, rozumiemy się bez słów. Jest cel, jest wsparcie, wzajemna motywacja. To zadziałało po prostu. Wszystko robisz z podwójną silą jeśli wiesz, że obok jest osoba, która cię będzie w tym wspierać. Czasem wystarczą dwa słowa "dasz radę", czasem uśmiech, a ty nagle wiesz, że możesz wszystko. Obóz się zakończył i każda wróciła ponownie do siebie. Wzajemne wsparcie pozostało. Pewnego wieczoru pomyślałam, że jeśli działa to między nami to zadziała i dalej. Krotki telefon do Kasi: "musimy się tą motywacją dzielić dalej, blog ?” 30 sek. „Tak”. Zrozumienie. To były czasy, kiedy na nogach głównie gościły szpilki. Jesteśmy dwie, niczym dwie szpilki, chodzimy na siłownię. Tak powstały właśnie "Szpilki na Siłowni".

Dlaczego obrała Pani tę drogę – fitness, propagowanie zdrowego stylu życia?
- Na swoim przykładzie sprawdziłam, że aktywność fizyczna ma ogromny wpływ na nasze życie. Bycie „fit” to dużo więcej niż wysportowana, zgrabna sylwetka. To przede wszystkim poznanie samego siebie i swoich możliwości. To dążenie do tego, by każdego dnia pokonywać swoje słabości i ograniczenia, które istnieją tylko w głowie. To wiara we własne marzenia, niesamowita pogoda ducha, optymizm, a także pewność siebie. Dla mnie to podróż trochę w nieznane, gdzie odkrywam, że każdego dnia mogę być lepsza niż byłam wczoraj. I nie chodzi tu o siłę "bicepsów", a o siłę umysłu. Prowadząc zajęcia fitness na co dzień chcę ją obudzić w ludziach. Ona jest w każdym, tylko mocno drzemie. To ćwiczenia sprawiają, że czujemy się pewne siebie i pełne energii. Każdy trening uczy nas wytrwałości, dyscypliny, samokontroli. To wszystko owocuje dalej na każdej płaszczyźnie naszego życia. Ten styl życia „fit’ to takie lekarstwo na rzeczy niemożliwe.

Została Pani Ambasadorką „FIT— Freak In Training” Co sądzi Pani o takich akcjach?
- Akcja „FIT— Freak In Training” to genialna inicjatywa, przede wszystkim ze względu na grono odbiorców, czyli dzieci i młodzież. Dane o otyłości, zwolnieniach z lekcji wf-u wśród tych grup wiekowych są jak wszyscy wiemy przerażające. Era tableta przynosi żniwa bardzo słabej jakości. Kiedyś był trzepak, guma do grania, gry w kapsle. Obecnie jest tablet i gry internetowe. Dzieci rozmawiają godzinami przez Skype`a zamiast się spotkać. Akcja FIT— Freak In Training, której gośćmi będą specjaliści od fitnessu, sztuk walki, lekkoatletyki, gier zespołowych, powinna dzieci zaciekawić. Nikt lepiej nie przekaże im tego, co daje aktywność fizyczna niż prawdziwi pasjonaci sportu.

Czy brak ruchu to wina rodziców, zajęć na wf, braku dostępu do zajęć pozalekcyjnych czy może wina tkwi gdzie indziej?
- Moim zdaniem rodzice powinni być dla dzieci wzorem. Od pierwszych kroków pokazują im przecież otaczający świat, a one darzą ich przy tym bezwarunkową miłością, naśladują ich. Są często najlepszym przyjacielem, siłą, wsparciem, otuchą, drogowskazem. Jedyny problem jaki przeszkadza im w tej relacji to brak czasu. Wszyscy dosłownie gdzieś gonimy gubiąc w tym czas dla bliskich. Tutaj przydatna jest dobra organizacja. Praca, posiłki, lekcje i zostaje ten czas, który zamiast spędzać przed tv czy z nosem w laptopie należy poświęcić dziecku. Wspólne posiłki, spacery, rozmowy, wyjście na rolki czy łyżwy. Jeśli rodzic najpierw nie ma czasu, potem jest zmęczony, a kończy przed laptopem, to czemu się potem dziwi, że dziecko nie robi nic innego? A skąd ma czerpać wzór do naśladowania ? Pierwszym elementem tutaj jest to, co wynosimy z domu. Rodzic powinien zaszczepić w dziecku chęć tego ruchu i drogą prób i błędów znaleźć ten rodzaj aktywności, który da najwięcej radości.

A co z zajęciami w szkole?
- Kwestia samego wf-u to inny temat. Jest podstawowa programowa, którą nauczyciele realizują. Jedni robią to lepiej, a inni gorzej. Dodatkowo sam sposób nauczania i chęć przekazania wiedzy dzieciom jest ważnym elementem. Każdy z nas pamięta, że gdy miał swoich ulubionych nauczycieli to i chęci nauki danego przedmiotu była większa. Są nauczyciele, którzy robią to z sercem i oby takich było najwięcej. Dzieci to widzą, analizują i wyciągają wnioski szybciej niż nam się wydaje. Nie wiem na ile w podstawie programowej jest miejsce na kreowanie lekcji przez samych nauczycieli. Jeśli jest, a nauczyciel jest pasjonatą, to będzie w stanie rozruszać część dzieci. Tą energię jaką daje aktywność fizyczna widać gołym okiem. Jeśli brak jest dwóch powyższych elementów, czyli wzoru w postaci rodzica, ciekawych lekcji wf to nie ma mowy o zajęciach pozalekcyjnych. Musi być iskra, by powstał ogień. Na szczęście powstaje coraz więcej zajęć pozalekcyjnych, które prowadzą trenerzy fitness, a tam o energię, błysk w oku i chęć przekazania pasji możemy być spokojni. Tylko do tego trzeba dzieci również zachęcić. A kto to zrobi? Rodzic. Jeśli rodzic nawet o tym nie myśli, to koło się zamyka.




Komentarze (1)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Klusek #1856346 | 89.229.*.* 12 lis 2015 16:42

    Audio nie działa.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz