Zawodowiec na roślinach, czyli dieta sportowca bez mięsa

2016-05-20 11:37:07 (ost. akt: 2016-05-20 11:38:19)

Autor zdjęcia: Monika Nowakowska

Podziel się:

Dieta wegańska wcale nie stoi na przeszkodzie w odnoszeniu sportowych sukcesów. Nie wierzysz? Przekona cię Rafał Kamiński, zawodnik i trener sportów walki. To męski punkt widzenia diety roślinnej.

— Jak długo nie jesz mięsa?
— 15 lat. Teraz jestem weganinem, ale na początku byłem wegetarianinem. Wszystko zaczęło się jeszcze w liceum.

— Trenowałeś sporty walki przed przejściem na wegetarianizm?
— Sportów walki nie. Wszystkie walki odbyłem, kiedy przeszedłem na weganizm. Wcześniej uprawiałem koszykówkę i wtedy nie jadłem mięsa, więc mam jakieś porównanie.

— Czujesz różnicę?
— Czuję się lepiej, odkąd nie jem w ogóle mięsa. Nie wiem, czy to też nie jest kwestia wyboru dyscypliny. Czuję się silniejszy i szybszy. Oczywiście to moje odczucia subiektywne, bo w żaden sposób tego nie mierzę.

— Czy bycie weganinem wpłynęło na twój wybór dyscypliny?
— Myślę, że nie. Zakochałem się w sportach walki. Oczywiście niejedzenie mięsa ładnie uzupełnia się z treningami. W kulturze Wschodu zwraca się szczególną uwagę na to, co się je, i dieta jest tam w dużej mierze bezmięsna.

— Czy wciąż pokutuje opinia, że sportowcy (szczególnie trenujący sporty
walki) muszą jeść przede wszystkim potrawy bogate w mięso?

— Obecnie jeszcze jest to mocno zakorzenione w świadomości ludzi. Jeżeli dowiadują się, że nie jem mięsa, to dziwią się.

— A przed walką? Przeciwnicy nie prowokują ciebie w ten sposób?
— Nie. Nie spotkałem się z tym. W twarz nikt nie powiedział mi, że nie jest to fajne. Najczęściej ludzie pytają, skąd biorę w takim przypadku białko. Wciąż
nie wszyscy potrafią zrozumieć, że mięso nie jest jedynym naturalnym źródłem białka.

— Czym różni się dieta bezmięsna osób, które wyczynowo uprawiają sport?
— Dużo jest różnic. Po prostu sportowcy mają wielką podaż białka. Sportowiec musi przyswoić sporo aminokwasów. Dlatego dieta różni się suplementacją. Duże ilości białka trudno jest przyswoić podczas posiłku. Musiałbym w zasadzie nie przestawać jeść. Dlatego wzbogacam swoje posiłki o suplementy białkowe.

— Czy poleciłbyś suplementy diety osobom, które nie jedzą mięsa, ale nie trenują żadnego sportu wyczynowo?

— Osobom, które nie trenują, nie polecałbym żadnych suplementów. Jedynie każdy weganin wie, że musi suplementować witaminę B12 i sezonowo witaminę D. Nawet sportowcom nie potrzeba zbyt wielu suplementów. Wystarczy zbilansowana dieta, żeby to wszystko sobie poukładać. Często osoby, które trenują, kupują suplementy, choć tak naprawdę nie jest to konieczne. To spory biznes.

— Czy znasz wielu fighterów, którzy nie jedzą mięsa?
— W diecie sportowej jest teraz trend, żeby jeść mięsa jak najmniej. Są nawet osoby, które nie nazywają siebie wegetarianami czy weganami, ale wykluczają mięso ze swojej diety. W sportach walki wegan jest całkiem sporo. Ostatnio weganin Nate Diaz wygrał prestiżową walkę z Conorem McGregorem w UFC.
Weganką jest też Serena Williams i Lance Armstrong.

— Czy trudne było dla ciebie przejście od wegetarianizmu do weganizmu?
— Nie planowałem, że tego i tego dnia przestanę jeść nabiał. Wszystko wyszło bardzo płynnie.

— Dlaczego właściwie nie jesz mięsa?
— Na początku inspirowały mnie lektury czy muzyka. Może naiwnie, ale później zacząłem studiować filozofię i wszystko to, co czułem intuicyjnie, się potwierdziło. Etyka była dla mnie podłożem wegetarianizmu i weganizmu.

— Czy pod wpływem treningów z tobą ktoś zrezygnował z jedzenia mięsa?
— Czasami po zajęciach siedzimy i rozmawiamy na różne tematy. Na pewno nikogo do tego nie namawiam. Jeżeli ktoś miałby wykluczyć mięso ze swojej
diety, to jedynie pod wpływem autorefleksji.

— Czy myślisz, że idealną promocją weganizmu byłaby na przykład globalna gwiazda piłki nożnej, która byłaby zadeklarowanym weganinem?
— Piłka to sport globalny i na pewno miałoby to wpływ na popularyzację. Ważne jest, żeby pokazywać wszystkie osoby, które odniosły sukces i jednocześnie
wykluczyły mięso ze swoich posiłków.
Rozmawiał Michał Krawiel

Kotlety z tofu i brokułów
Składniki:

• 150 g tofu naturalnego,
• pół główki brokuła,
• pół szklanki płatków owsianych lub jęczmiennych,
• opcjonalnie: 1-2 ząbki czosnku, 1-2 łyżki słonecznika łuskanego,
• sól, pieprz, bułka tarta do panierowania,
• olej do smażenia.

Przygotowanie:
Brokuła podzielonego na małe różyczki gotujemy w osolonej wodzie aż będzie miękki, odcedzamy, studzimy. W misce gnieciemy tofu i brokuła widelcem, wsypujemy połowę płatków. Drugą połowę zalewamy wrzątkiem i czekamy aż spęcznieją. Odcedzamy, również dodajemy do masy, razem ze słonecznikiem i czosnkiem. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku, mieszamy, odstawiamy na 15-20 minut (żeby masa się „związała”). Jeśli nadal wydaje nam się mało klejąca (co się nie powinno zdarzyć), dosypujemy suchych płatków do skutku. Formujemy małe, okrągłe kotlety. Panierujemy w bułce tartej i smażymy z obu stron na rozgrzanym oleju.

Makaron z soczewicą w sosie pomidorowym
Składniki:

• 150 g zielonej soczewicy,
• 230 g makaronu (penne lub świderki),
• 250 g koncentratu pomidorowego,
• 1 cebula,
• 3 ząbki czosnku,
• 1 łyżeczka cukru,
• olej (około łyżki), sól, pieprz, oregano, papryka ostra.

Przygotowanie:
Soczewicę moczymy w chłodnej wodzie (przynajmniej godzinę), następnie gotujemy w osolonej wodzie. Osobno gotujemy makaron. Cebulę i czosnek siekamy, podsmażamy na patelni na złoty kolor. Do większego naczynia przesypujemy cebulę wraz z czosnkiem, dodajemy koncentrat, soczewicę i makaron. Doprawiamy łyżeczką cukru (b. ważne!), papryki ostrej oraz pieprzem, solą i oregano według uznania. Dokładnie mieszamy. Najlepiej smakuje tuż po
przygotowaniu.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB