Odchudzamy olsztyniaków. Uczestnicy zrzucili kilogramy

2016-06-24 14:37:00 (ost. akt: 2016-06-24 14:37:01)

Autor zdjęcia: Monika Nowakowska

Podziel się:

Dobiega końca akcja Odchudzamy Olsztyniaków. Przez trzy miesiące uczestnicy mieli okazję ćwiczyć z ekspertami z Body Perfect. Jaki uzyskali rezultat? Sprawdźcie sami!

Karolina Waćkowska
- Aktywność nie jest mi obca. W Body Perfect ćwiczę już od dłuższego czasu. Do akcji zapisałam się spontanicznie, nawet nie chodziło o zrzucanie kilogramów. Chciałam popracować nad sylwetką, wyrzeźbić ciało. Przy okazji zrzuciłam 10 kilogramów. Widzę różnicę w swoim wyglądzie, udało mi się zbudować masę mięśniową, czuję się dużo lepiej, jestem pewniejsza siebie. Moja metamorfoza zaczęła się jeszcze w roku szkolnym, gdy przygotowywałam się do matury. Na początku było trochę ciężko. Trzeba było pogodzić treningi z nauką. Ćwiczyłam codziennie lub co drugi dzień. Musiałam nauczyć się gospodarować czasem. Treningi mieszałam. Brałam udział w zajęciach Body Camp organizowanych na powietrzu. To był bardzo fajny pomysł. Warto było spotykać się z tymi wszystkimi ludźmi, którzy uczestniczyli w zajęciach. Energia była niesamowita, a także motywacja. Mieliśmy jeden wspólny cel i sobie nawzajem pomagaliśmy. Jeśli ktoś nie dawał rady, osoba obok klepała po plecach i dodawała otuchy, Wszyscy podążaliśmy w tym samym kierunku. Były też treningi na siłowni i zajęcia grupowe. Mój opiekun motywował mnie do działania. Jeśli chodzi o dietę, jakoś drastycznie się nie zmieniła. Z pewnością nauczyłam się tego jak jedzenie wpływa na masę mięśniową czy tkankę tłuszczową. Teraz jem więcej białka niż węglowodanów. Moje ulubione danie to omlet z owocami. Przepis: jajka, banan, łyżka mąki kokosowej, to wszystko blenduję, czasem dodaje kakao, cynamon czy białko smakowe, wszystko zależy od tego jaki mam humor i na co ochotę. Baza jest stała. Patelnię natłuszczam olejem kokosowym. Trening jest dla mnie samą przyjemnością. Lubię też rower, bo aktywności nie zamykam tylko na siłowni. To odskocznia od codziennych obowiązków. Do tego endorfiny i lepsze samopoczucie.


Longina Kołodziej
- To już moja piąta edycja akcji, w której uczestniczę. Może tym razem się uda zdobyć nagrodę, do tej pory były wyróżnienia (śmiech). Jestem osobą aktywną, moja tkanka tłuszczowa zamieniła się w mięsnie. Tym razem do akcji zgłosiłam się po to, by pracować nad sylwetką i kondycją. Jak często ćwiczę? Codziennie, w weekendy też. Siedem dni w tygodniu. Siłownię średnio lubię, wybierałam raczej zajęcia grupowe: obwodowo-siłowe, pilates, sztangę, kettle. Jeśli chodzi o dietę, nie wprowadzałam nowości, poza tym ze względu na mój wiek nie chciałam się wygłupiać. Mam 65 lat. Wiem co mam jeść, to właśnie pięcioletnie doświadczenie dzięki tej akcji. Jem 5 posiłków dziennie, małe porcje, po każdym ćwiczeniu spożywam białko (zawsze pod ręką mam jogurt lub serek) . Białko szybciej się wchłania po wysiłku, najlepiej je spożyć w ciągu godziny po ćwiczeniach. Kolacja godz. 17 i potem do końca dnia już nic. Organizm się już przyzwyczaił do takiego trybu. Skusiłam się w ciągu tych trzech miesięcy na małe co nie co, zjadłam 2-3 batoniki. Ale mam silną motywację, wsparcie trenerów i nie poddaję się w swym dążeniu. Ulubione danie fit to ryż i kurczak gotowany na parze, do tego warzywa.


Krzysztof Rodek
- Do udziału w akcji skłoniła mnie moja żona i razem podjęliśmy wyzwanie. Raczkowaliśmy w tej dziedzinie. Cel – to przede wszystkim dobre samopoczucie. Nie zależało mi na zrzuceniu kilogramów, chciałem być wsparciem dla małżonki. Początki były trudne. Podczas pierwszego spotkania organizacyjnego trenerzy posługiwali się skomplikowanym dla nas językiem. W momencie, gdy trzeba było się już zdecydować na trening, wybraliśmy siłownię. Wydawała się najprostsza. W kwietniu ćwiczyliśmy systematycznie, co drugi dzień. Takie było założenie trenera, by mięśnie miały czas na regenerację. Udział w akcji wiązał się z poświęceniem całej rodziny. Ciężko było się zorganizować czasowo. Mamy dzieci, które trzeba było dowozić na zajęcia pozalekcyjne. Zadziałała logistyka. Jak się chce, to można. Trzeba było tylko poukładać rytm dnia i wygospodarować 2-3 godziny na ćwiczenia, które zlecił nam trener. Na początek 15-minutowa rozgrzewka, potem serie ćwiczeń na przyrządach i na koniec cardio – przynajmniej 45-minut na rowerku. W kolejnych miesiącach był problem z czasem, wypadło nam trochę wyjazdów i trochę wypadliśmy z rytmu. Jeśli chodzi o jedzenie, żona wprowadziła rygorystyczna dietę. Na pewno nauczyliśmy się jednego - nie pijemy już kawy na czczo. Trenerzy przekonali nas, że to niezdrowe. Efekty działań akcji są. Zrzuciłem 4 kg, choć nie starałem się za bardzo. Wystarczy trochę zmienić swoje nawyki żywieniowe, a efekt przyjdzie.


Komentarze (1)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. pijany rycho #2016489 | 83.23.*.* 25 cze 2016 20:46

    a mojej Pani sie przytylo 4 kg i w ciuchy sie nie mieści

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz