Z miłości do psiaków zaczęła biegać

2017-06-29 12:50:04 (ost. akt: 2017-06-29 13:55:57)

Autor zdjęcia: LUC CHIVES

Podziel się:

Miłość do zwierząt pchnęła ją na biegowe ścieżki. Zapragnęła, by psiaki wyszły z boksów, a ludzie mieli okazję spędzić aktywnie czas. Jeśli jej jeszcze nie znasz, to poznaj! Radosna, wygadana i energiczna Monika Dąbrowska, która sama określa się mianem mamuni „Biegu na 6 łap”, opowiada, jak to się wszystko zaczęło.

- Monika, jak to było? Od zawsze byłaś wytrawną biegaczką i nagle zapragnęłaś towarzystwa w postaci psa?
- Nie, zupełnie nie. Nie jest tak, że urodziłam się w biegowych butach i sport był całym moim życiem. Wręcz odwrotnie. Długie lata mieszkałam w akademiku i cały mój czas wypełniały studia i życie towarzyskie. Akademik, który, wiadomo jest jedną wielką rodziną, w całości zaspokajał moją potrzebę bliskości, przynależności. Tęsknota za zwierzakami została zupełnie zagłuszona. Sport też nie był w tamtym okresie mojego życia jakiś specjalnie ważny. W przelocie jadałam batoniki i bułki, latałam z zajęcia na zajęcia, od jednej pracy do drugiej, od znajomego do znajomego i tak intensywnie i niezbyt zdrowo mi życie mijało.

- I kiedy w końcu przejrzałaś na oczy?
- To było wtedy, gdy nie dało rady już mieszkać w akademiku... Studia najpierw jedne, potem drugie w końcu się skończyły. Trzeba było się przenieść do bloku. Zacząć dorosłe samodzielne życie. Wszystko się usystematyzowało: praca- dom. To był czas, kiedy zaczęłam się przyglądać sobie, swoim potrzebom, wsłuchiwać się w siebie i nagle się okazało, że to, co widzę w lustrze, zupełnie mi nie odpowiada. Mój sposób odżywiania i szybkie życie bardzo odbiło się na mojej kondycji i wyglądzie. Na dodatek zaczęła mi doskwierać samotność... Zatęskniłam do zwierząt.

- Wymyśliłaś sobie, że pojedziesz do schroniska, powiesz "dawajcie psa do biegania" i już?

- Nawiązałam kontakt z panią weterynarz, która prowadziła lecznicę u mnie w bloku. Ona była pierwszą powierniczką mojego pomysłu, że fajnie byłoby znaleźć motywatora do biegania w postaci schroniskowego psa. Sposób na spełnienie wszystkich marzeń o czworonogu. Aktywność fizyczna, kontakt z potrzebującymi ciepła i miłości zwierzętami, zrobić coś dobrego dla siebie, dla nich. W jakiś sposób pomóc schronisku. Szczęśliwym trafem okazało się, że zmienniczka mojej pani weterynarz jest weterynarzem w schronisku. Ona pomogła mi dotrzeć do Anny Barańskiej, dyrektor olsztyńskiego schroniska. Przygotowała grunt, zaświadczyła, że nie jestem obłąkana i mam na to wszystko konkretny plan.

- A miałaś? Pamiętasz swoją pierwszą wizytę w schronisku?
- Szłam już tam w pełni przygotowana... Miałam już nazwę akcji i wstępny plan, jakby to miało wyglądać... Stały za mną argumenty, że sam bieg, mimo że być może będzie z nim trochę zamieszania, byłby świetnym pretekstem, aby zwrócić uwagę na problemy schroniska. Że można by było poinformować media i dać znać innym ludziom, że schronisko jest otwarte na aktywnych ludzi i energiczne oraz przyjacielskie psy na nich czekają.

O akcji przeczytasz tu - KLIKNIJ! Tu także zdjęcia!


- A czekały?
- To właśnie trzeba było sprawdzić. Pani dyrektor dała mi Rudego i powiedziała: "Na cóż moje zachwyty nad tym świetnym planem, skoro to jest prawdziwy recenzent. Bieg ma po pierwsze psom służyć, a nie ludziom, żeby sobie ich kosztem siłę i ego poprawiali." I pobiegliśmy. Okazało się, że dla Rudego to było coś wspaniałego, że krótkie schroniskowe spacery, na które był zabierany przez wolontariuszy, to dla niego o wiele za mało. Że te 30 minut biegu może w pełni rozładować jego skumulowaną podczas siedzenia w boksie energię. Biegliśmy i widziałam, że analogicznie tak jak u człowieka, u niego też dzięki aktywności fizycznej wzrasta poziom endorfin, że oczy mu coraz bardziej błyszczą i pysk się śmieje. Do klatki wrócił już nie ten sam pies. Dłużej nie trzeba było pani dyrektor przekonywać. Okazało się, że włączenie biegaczy w życie schroniska będzie strzałem w dziesiątkę. Zaczęliśmy promować tą ideę.

- 4,5 roku temu zorganizowałaś pierwszy bieg. Nie zadeptano schroniska?
- Nie, na pierwszy bieg przybyły tylko trzy osoby. Teraz przychodzi kilkaset. Zresztą należy wyraźnie zaznaczyć, że bieg jest wydarzeniem całorocznym, a nie tylko eventowym. Psy czekają zawsze, a nie tylko od święta. Schronisko jest otwarte od poniedziałku do soboty i każdy, kto kocha zwierzęta i chce z nimi biegać, zawsze będzie tam ciepło przyjęty. Warto pamiętać, że te huczne spotkania z poczęstunkiem i występami, które odbywają się raz na kilka miesięcy, są głównie po to, by wprowadzić nowych na teren schroniska, by ich oswoić, by pokazać im, jak schronisko funkcjonuje i że przebywające na jego terenie psy naprawdę da się pokochać. Poza tym jest to świetny pretekst do tego, aby wszyscy mijający się na co dzień sympatycy schroniska mogli spotkać się, porozmawiać i wymienić doświadczeniami.

- Zaczęło się od Olsztyna, teraz „Bieg na 6 łap” organizuje kilkadziesiąt miejscowości. I nie jest to tylko samo bieganie, ale również koncerty, wystawy, na których pozyskiwane są fundusze dla schroniskowych znajd i podrzutków.
- Bieg stał się wielopłaszczyznową marką, w której sprawne działanie i ciągły rozwój zaangażowanych jest wiele osób. Nie sposób zliczyć osób skupionych wokół akcji i przebieganych kilometrów. Zresztą cyfry nie są ważne. Jeśli mam coś liczyć, to po prostu liczę na ludzi i mam nadzieję, że dobrych dusz, które chcą biegać i pomagać psom ze schroniska nigdy nie zabraknie. A co do psów, z którymi biegałam, to było ich kilka.... Rudy, Florka, Gandzia..

O akcji mówi autorka tekstu, Agnieszka Porowska - kliknij!


- Hola hola, nie za szybko zmieniasz biegowych partnerów?
- Wszystkie psy, z którymi biegałam, poszły do adopcji. Przychodzę do schroniska, a tam klatka pusta. Wtedy zawsze chce mi się płakać...troszkę ze smutku, że raczej mojego biegowego partnera już nie zobaczę, ale bardziej ze szczęścia, bo wiem, że te psy znalazły swoje szczęśliwe kochające porty. I jeśli jakikolwiek wpływ na to, że ktoś się o schronisku i tym konkretnym psie dowiedział, miał zapoczątkowany przeze mnie bieg, to na całej kuli ziemskiej w tym momencie nie ma chyba bardziej szczęśliwego człowieka niż ja. Dla takich chwil warto żyć!
Agnieszka Porowska

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB