Na metę Runmagedonu wbiegłam jak nowo narodzona!

2017-07-03 10:38:02 (ost. akt: 2017-07-03 10:53:01)

Autor zdjęcia: Katarzyna Moroz

Podziel się:

Czy zumba i trening siłowy dadzą się jakoś połączyć? Okazuje się, że regularne trenowanie tych dwóch dyscyplin może dać nawet bardzo dobre miejsce w Runmageddonie — morderczym biegu z przeszkodami. Wie o tym dobrze olsztynianka Małgorzata Mieczkowska, która w Runmageddon Classic mazury w Ełku w kategorii kobiet zajęła trzecie miejsce!

Jeszcze dwa lata temu nic nie zapowiadało, że pracująca na co dzień w przedszkolu dziewczyna będzie odnosiła takie sukcesy. Jej powrót do formy sprzed dwóch ciąż zaczął się dość niewinnie... po prostu zapisała się na tańce. Na godzinę dziennie, lawirując między pracą a domowymi obowiązkami, udawało się wyrwać na rytmiczną zumbę.
— Początki były ciężkie, wymagało to wielkiego samozaparcia, żeby przy dwójce maluchów i wiecznie zaganianym mężu dać radę godzinę dziennie potrenować. Ale gdy już się za coś biorę, to staram się to robić dobrze. Nie odpuściłam sobie — opowiada Małgorzata Mieczkowska.

Z biegiem czasu dość lekki trening okazał się jednak niewystarczający dla ambitnej dziewczyny po AWF-ie. Po roku zaczęła szukać nowych wyzwań. I wtedy, w 2016 roku usłyszała o Speed Cross Race, olsztyńskim sześciokilometrowym biegu z przeszkodami. Zaczęła się przygotowywać, ale myli się ten, kto uważa, że w związku z tym zaczęła pokonywać miliony okrążeń w parku Kusocińskiego, w pobliżu którego mieszka.
— Nie jestem typem wytrawnej biegaczki. Pokonywanie dziesiątków kilometrów w samotności, gdy celem jest tylko meta, trochę mnie nudzi. Wolę ciekawostki, a ich na trasie Speed Cross Race nie zabrakło — wspomina. — Zaczęłam brać udział w obwodowych treningach siłowych. Klub, do którego chodziłam, zaczął organizować treningi otwarte przygotowujące właśnie pod ten bieg. Tańczyłam, rozwijałam swoją siłę, ale cały czas wystrzegałam się standardowego joggingu. Był to powód, dla którego trochę obawiałam się tej imprezy... Zastanawiałam się, czy kondycyjnie dam radę — przyznaje kobieta.

Okazuje się, że martwiła się zupełnie niepotrzebnie. Pani Małgorzata zajęła tam pierwsze miejsce. Na centralnym miejscu w jej salonie stoi statuetka, która codziennie przypomina jej o zwycięstwie.
— To było coś wspaniałego, ta adrenalina i ciągłe zaskoczenia na trasie! — wspomina.
Zwycięstwo utwierdziło ją w przekonaniu, że jednak coś potrafi. Po biegu czuła satysfakcję i... niedosyt. Wtedy pomyślała o dłuższych dystansach. Nabrała ochoty, by w 2017 przebiec już 12 kilometrów. W ruch poszły ketle, ciężarki. Codziennie chodziła na zumbę, a przy okazji 2-3 razy w tygodniu, głównie
w okolicach weekendu, dawała sobie wycisk przy pomocy sztangi.
— Wychodziłam zlana potem, ale szczęśliwa. Moje instruktorki śmiały się ze mnie, że jestem jak maszyna — mówi.
I tak trafiła na Runmageddon, który 25 czerwca odbył się pod Ełkiem.
— Może gdyby w tym roku olsztyński Speed Cross Race się odbył, nie szukałabym szczęścia gdzie indziej. Ale w związku z tym, że tegoroczna edycja się nie odbyła, zagnało mnie aż na Mazury, potrzebowałam się gdzieś
sprawdzić — stwierdza.

Olsztynianka zapisała się już w styczniu, ale do ostatniej chwili nie regulowała opłaty startowej:
— Znowu odezwały się moje obawy o kondycję. 6 kilometrów w zeszłym roku przebiec dałam radę, ale 12 to przecież dwa razy więcej! — co chwilę
przychodziła refleksja.
Momenty przed startem Runmageddonu już okazały się wielkim zaskoczeniem.
— Żeby dobrze przygotować się i rozluźnić ciało zafundowano nam rozgrzewkę w postaci zumby! Śmiałam się wtedy sama do siebie, że moje tańce na coś mi się jednak przydały, mogłam się rozgrzać, a przy okazji zaprezentować nabywane regularnie od kilku lat umiejętności — wspomina.

Rozgrzewka i do dzieła! Do pokonania była naszpikowana trudnościami trasa. Już na starcie każdy zawodnik dostał na plecy kilkunastokilogramową drewnianą kłodę, z którą musiał pokonać kilkadziesiąt metrów przez wodę.
— Woda, która dla wielu uczestników okazała się sporą przeszkodą, w moim przypadku jest sprzymierzeńcem. Prowadzę lekcje pływania dla dzieci, umiem się w niej poruszać — podkreśla sportsmenka.
Następnie na biegaczy czekały takie przyjemności jak wciąganie opon z mostu zawieszonego na wysokości 5 metrów, przeczołgiwanie się pod drutami kolczastymi, drabinki, płoty, rowy, zasieki, dźwiganie betonowych kloców czy wspinanie się po linie.
— Ta ostatnia przeszkoda była dla mnie samą przyjemnością. W moim klubie miałam możliwość przećwiczenia tej niecodziennej umiejętności. Jak się pozna technikę, można to zrobić w kilka sekund — opowiada pani Małgorzata.

Były też kajaki. To również nie sprawiło trudności wszechstronnej dziewczynie. Trochę gorzej wspomina kąpiele błotno-bagienne, które czekały na trasie.
— Robisz krok, masz błota przed kolano, robisz kolejny krok i wciąga cię po udo, i jeszcze te gryzące komary! — wspomina.
Czy miała na trasie momenty zwątpienia?
— Biegłam z całą moją olsztyńską ekipą z klubu, oni dawali mi siłę. Na którymś kilometrze trasy okazało się, że świetnie dogaduję się z klubowym kolegą. Trzymamy równe tempo. Zaczęliśmy współpracować. To on pomógł mi pokonać kilka przeszkód, chcę mu z tego miejsca serdecznie podziękować! — entuzjastycznie podkreśla.

Zresztą nie tylko ekipa biegowa dopingowała panią Małgorzatę do tego by się nie poddać.
— 300 metrów przed metą czekali na mnie moi dwaj synowie z mężem oraz Kasią Moroz. Gdy ich zobaczyłam, gdy usłyszałam ich skandowane „Mama, mama” to biegłam do mety jak na skrzydłach. A jeszcze po drodze ten kontener z lodem....— opowiada.
Kontener z lodem?
— Tak, to była ostatnia konkurencja. Trzeba było zanurkować w lodzie, wysoko nad sobą zostawiając punkty, których nie można było dotknąć. Orzeźwiłam się i przy okazji zmyłam z siebie ten cały brud, pot i błoto. Wychodząc z kontenera, trzeba było jeszcze przeskoczyć przez ogień. Zrobiłam dużego susa i... na metę wbiegłam jak nowo narodzona!

Pani Małgorzata pokonała trasę w 2 godz. 12 min. Wyprzedziły ją tylko dwie biegaczki.
— To były panie zawodowo zajmujące się takimi biegami. Tym bardziej czuję, że dokonałam czegoś wielkiego. Runmageddon to nie tylko kondycja, ale również determinacja, siła i odwaga. Cieszę się, że niczego mi na trasie nie zabrakło, jestem z siebie naprawdę dumna — podkreśla, patrząc na pamiątkowo poobijane w biegu ręce.
Agnieszka Porowska

Komentarze (1)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Jaga #2277853 | 37.248.*.* 3 lip 2017 15:39

    Zuch kobieta :)

    ! - + odpowiedz na ten komentarz