Nasza dziewczyna zwyciężyła w Ironmanie

2017-10-04 09:45:00 (ost. akt: 2017-10-04 09:44:18)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Podziel się:

Stolica Katalonii w ostatnim czasie przeżywa prawdziwe medialne oblężenie. I nie tylko ze względu na odbywający się tam "spór referendalny". 30 września w Barcelonie o sobie dała znać również "Żelazna Dama" z Kętrzyna - Anna Bieniasz-Lechowicz. Nasza reprezentantka zwyciężyła w prestiżowym Ironmanie!

Czyli triathlonie, podczas którego zawodnicy muszą pokonać blisko 4 km wpław, ponad 180 km rowerem, a następnie "z marszu" przebiec maraton (42,195 km). Dla wielu brzmi to jak bajka, lecz tysiące doświadczonych zawodników z całego świata zdołało się przekonać, że słynny Ironman potrafi być i koszmarem.
Kętrzynianka coraz bardziej przyzwyczaja nas jednak do tego, że wewnętrzne bariery są po to, by je przełamywać. W debiucie na "pełnym" dystansie Ironmana Anna Bieniasz-Lechowicz zameldowała się na mecie dokładnie po 9 godzinach, 21 minutach i 19 sekundach. Średnie tempo, w jakim pokonywała kilometr (bez znaczenia czy wpław, na rowerze czy biegiem) wynosiło ok. 4:40 min.

Uzyskany rezultat pozwolił naszej sportsmance nie tylko godnie zaprezentować Polskę i nasz region, ale i... zapewnił jej 1. miejsce w klasyfikacji amatorów (7. wśród kobiet OPEN, 93. wśród ok. 3 tysięcy startujących). Co ciekawe - wyższość Ani uznać musiało tego dnia także wielu zawodników profesjonalnych, za przygotowaniami których stoją poważne kwoty związane z kontraktami sponsorskimi. Kętrzynianka, choć bez takiego wsparcia, pokazała jednak, że "Polak potrafi"!
- Mój start w Barcelonie dedykuję mojej najwspanialszej Mamie, która dwa lata temu niesprawiedliwie przegrała walkę z chorobą. Jest ze mną na każdych zawodach. Wiem też, że pewnie by mi powiedziała: "potrzeba ci się tak męczyć dzieciaku"? Czuję, że dodaje mi sił w najtrudniejszych momentach - mówi Ania Bieniasz-Lechowicz.

Aloha Ironman!
Triumf w stolicy Katalonii nie kończy przygody kętrzynianki z Ironmanem. Niesamowity wynik sprawił, że udało jej się zakwalifikować również na mistrzostwa świata, które odbędą się 13 października 2018 roku na Hawajach.
- Wyżej niż Hawaje w Ironmanie zajść się po prostu nie da. Możliwość startu otrzymują tam jedynie najlepsi z całego świata, dlatego też jestem dumna z tego zaszczytu. To marzenie każdego triathlonisty. Wiem, że poprzeczka będzie tam zawieszona nieporównywalnie wyżej. Dam jednak z siebie wszystko - podsumowuje nasza utalentowana triathlonistka.

- Z całego serca dziękuję wszystkim tym, którzy kibicowali mi zarówno w Barcelonie, jak i tym, którzy trzymali kciuki śledząc relacje on-line. Dziękuję mojemu trenerowi Piotrowi Grzegórzkowi, który swoje ogromne doświadczenie triathlonowe potrafi przekazać w trenerskim rzemiośle. Jak nikt inny potrafił wydobyć mój potencjał, którego sama nie byłam świadoma. Dziękuję również niezastąpionej Marcie Naczyk, która odpowiada za moją dietę, a także Damianowi Zaborowskiemu - najlepszemu ortopedzie z jakim miałam do czynienia, a który dba o należytą regenerację moich nadwyrężonych stawów. Przede wszystkim chciałam podziękować jednak mojemu kochanemu mężowi, który jako pierwszy uwierzył we mnie na tyle, by zainwestować w moje hobby. A dodatkowo... dzielnie znosi życie z żoną triathlonistką, co naprawdę nie jest łatwe - mówi Anna Bienasz-Lechowicz.
Artur Dryhynycz/Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB