Wybrałam różowe rękawice, trenuję boks

2017-10-16 11:17:00 (ost. akt: 2017-10-16 11:25:47)

Autor zdjęcia: arch.prywatne

Podziel się:

Gdy Natalia Zenc wraz z rozpoczęciem nowego sezonu wkracza do sali treningowej, niektórzy świeżo zapisani faceci patrzą na nią z przymrużeniem oka. — Co ty tu dziewczyno będziesz robiła? - zdają się mówić ich spojrzenia. Ale ona dobrze wie, co ma robić...

...bo trenuje boks już od 8 lat. Zakłada swoje różowe rękawice i z przyjemnością pokazuje niedowiarkom jak się prawidłowo wali w worek i trzyma gardę.
— To, że jestem jedyną dziewczyną w drużynie nie znaczy, że ktokolwiek traktuje mnie tu ulgowo. Przychodzę tu nie po to, żeby się pouśmiechać, ale żeby się porządnie zmęczyć — podkreśla.
Natalia z uśmiechem wspomina jednak swój pierwszy trening.
— Wiele moich koleżanek namawiało mnie na zumbę czy na fitness, ale ja jakoś nigdy tego nie czułam. Fajna zabawa, ale niezbyt duży efekt. Dlatego przez wiele wiele lat chodziłam na siłownię. Lubiłam zmęczyć się tak na maksa, żeby wszystko bolało. To właśnie w siłowni poznałam mojego trenera Przemka. On namówił mnie na boks. Poszłam na zajęcia i dopiero tam dowiedziałam się, co to znaczy dostać porządny wycisk. Po pierwszym treningu ledwo wyczołgałam się z sali i powiedziałam „nigdy więcej” — opowiada.

Jak wiadomo „nigdy nie mów nigdy”. Po godzinie Natalia odpoczęła, poczuła nagły przypływ endorfin i swoje „nigdy więcej” zmieniła na „tak, chcę tu wrócić”. Od tego momentu stała się najpilniejszą uczestniczką bokserskich spotkań. Zachęciła do nich również swoją przyjaciółkę. Przez jakiś czas trenowały we dwie. Stoczyły nawet ze sobą jeden sparing.
— Wielka impreza z okazji otwarcia nowego miejsca spotkań olsztyńskich bokserów, pełno ludzi - głównie mężczyzn i my dwie na ringu. Ciężko było nam się wzajemnie z całej siły uderzać, więc postawiłyśmy na technikę. I oczywiście „obydwie wygrałyśmy”, bo przecież to był tylko sparing — opowiada.
Po jakimś czasie przyjaciółka wyjechała za granicę, Natalia została więc sama na placu boju.
— Czasem na trening wpadnie jakaś dziewczyna, trochę z nami potrenuje, ale jakoś potem szybko znika. Ale mi to nie przeszkadza, przyzwyczaiłam się do męskiego towarzystwa — zaznacza i dodaje: — Najbardziej cieszą mnie te momenty, gdy słaba płeć okazuje się wcale nie taka słaba. Mój różowy sprzęt zawsze wywołuje śmiech, a potem się okazuje, że kondycyjnie i technicznie jestem lepsza od niejednego pewnego siebie macho. Zwłaszcza, że trener też bardzo mnie motywuje i docenia mówiąc „teraz Natalia pokaże wam to albo tamto”. Na pewno nie gram na treningach drugich skrzypiec! — podkreśla z werwą.

Do najzabawniejszych momentów swojej przygody z boksem zalicza pewien wyjazd do Szczytna. Drużyna pojechała tam, by potrenować trochę z innymi zawodnikami, wymienić się doświadczeniami i wiedzą.
— Była tam dużo młodsza ode mnie, niepozorna dziewczynka. Trener powiedział, że jesteśmy na zbliżonym poziomie, więc mogłybyśmy się zmierzyć — opowiada. Natalia z pewnym wahaniem, ale zgodziła się. Stanęły do walki.
— I po chwili dostałam takiego gonga w twarz, że aż gwiazdy zobaczyłam. Miałam ochotę od razu złożyć się na kolana. Jakoś jednak ustałam. Po wszystkim poszłam do Przemka i mówię „Co to ma być? Mówiłeś, że jesteśmy na jednym poziomie!”, a on prawie schował się pod stół i oświadczył: "A wiesz...pomyliło mi się....Myślałem, że to inna dziewczyna, a to była mistrzyni". Myślałam, że go wtedy uduszę. Teraz sobie myślę, że to nawet dobrze wyszło. Zostać pokonaną przez kogoś takiego to przecież żaden grzech — śmieje się dziewczyna.

Od tamtej pory Natalia zdała sobie sprawę, że bijatyki nie są dla niej, że woli mniej spektakularne formy treningów.
— Nie za bardzo zależy mi, żeby dostać w nos czy w oko. Do niedawna całe dnie spędzałam między ludźmi, zajmowałam się ubezpieczeniami i moja pokiereszowana twarz nie byłaby najlepszą wizytówką — podkreśla.
Skoro się na poważnie nie bije, to jak wyglądają jej treningi? Czy legendarna skakanka, na której siódme poty wyciskał filmowy Rocky Balboa to faktycznie nieodłączny element każdego bokserskiego treningu?
— O tak. Niepozorna skakanka, która kojarzy się z zabawką dla dziewczynek, jest u nas cały czas w obrocie. Nie trenuję co prawda w domu, bo chyba by mnie sąsiedzi na taczce wywieźli, ale w tygodniu swoje minuty na sali muszę wyskakać — opowiada.
Skakanka jest dla większości młodych adeptów sztuki bokserskiej wielkim zaskoczeniem. Wszyscy wiedzą, że pięściarze na niej skaczą, ale niewielu wie, że to takie wykańczające.
— Jak się patrzy na naszego trenera jak swobodnie, szybko i różnymi stylami z tym sznurkiem zasuwa, to wydaje się to bardzo proste. Potem dostajesz rączki w swoje rączki i zaczynasz. Po kilkudziesięciu sekundach masz już totalnie dość, a przeważnie skacze się w dwuminutowych seriach.

Po skakance przychodzi czas na bieg bokserski. Dla laika brzmi to dość tajemniczo.
— To dynamiczny skip A, gdzie unosząc kolana w górę i przed siebie, w tym samym czasie wykonujesz uderzenia rąk w przód, imitując ruch „prawy-lewy” prosty — z wprawą prezentuje Natalia. Potem jest czas na ćwiczenia z workami i taśmami. Następnie praca w parach.
— Mam to szczęście, że jako jedyna kobieta w grupie często ćwiczę z trenerem. Jak się uczyć, to od razu od najlepszych — zawadiacko puszcza oko.— Najbardziej lubię trenować przy głośnej energicznej muzyce. To daje dodatkowego kopa. Często rodzaj i tempo wykonywanych ćwiczeń doskonale zgrywa się z dudnieniem z głośników. Wpadasz wtedy w pewnego rodzaju trans. Czujesz się jak tygrys. I naprawdę dajesz z siebie wszystko — z ogniem w oczach podkreśla kobieta.

Nie bez znaczenia są też motywujące okrzyki trenera.
— Nie bądź mięczakiem! Dawaj! Ręce wyżej! — Natalia ze śmiechem naśladuje swojego mentora. Treningi zajmują jej trzy godziny zegarowe w tygodniu. Z każdej godziny spędzonej na sali wraca wykończona.
— Może to trochę dziwne, ale uwielbiam mieć zakwasy, wtedy czuję, że żyję. Niby boli, ale jest to najprzyjemniejszy ból na świecie. Gdybym wróciła z treningu i nic by mnie nie bolało, to chyba czułabym się rozczarowana — uśmiecha się szeroko, dla żartu umieszczając różowy ochraniacz w ustach. Potem z namaszczeniem prezentuje długie na półtora metra owijki i swoje rękawice. — Są ze mną już szmat czasu. Jestem do nich ogromnie przywiązana — podkreśla.
Natalia zawodowo zajmuje się home stagingiem i dekoracją wnętrz, a trzy popołudnia w tygodniu spędza boksując. Czy w międzyczasie udaje jej się znaleźć czas jeszcze na inne aktywności? A może pójdzie w kickboxing?
— Próbowałam kopania, ale to nie dla mnie. Nogami wolę pracować w inny sposób. Ostatnio coraz częściej wskakuję na rower. Jak się uprę i wpadnę w rytm, to kilka dni pod rząd potrafię przejechać te 20 km dziennie. Ale to boks jest, był i będzie moją największą miłością — podkreśla.
Agnieszka Porowska

OTWÓRZ

Chcesz trenować sztuki walki w Olsztynie?
Sprawdź ten magazyn!
Podpowiadamy, gdzie się zapisać!
KLIKNIJ!

Komentarze (1)

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Kebiz #2351831 | 88.156.*.* 16 paź 2017 11:58

    Wyrazy współczucia dla przyszłego (a może obecnego?) męża !

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz