Trzeba coś robić, żeby nie zardzewieć

2017-12-11 14:01:47 (ost. akt: 2017-12-11 14:30:47)

Autor zdjęcia: Asier_Relampagoestudio / Freepik, Pressfoto / Freepik

Podziel się:

Seniorzy są coraz bardziej aktywni. Zaczęło się kilka lat temu od nordic walking, a teraz widać ich już wszędzie - na basenach, siłowniach i w klubach fitness... Przyjaznych seniorom miejsc jest coraz więcej na sportowej mapie Olsztyna.

Jan Bartys przez wiele lat prowadził raczej stacjonarne życie. Praca, dom, obowiązki i dziesiątki spalonych papierosów. Ale 10 lat temu rzucił palenie. Przeszedł na emeryturę i postanowił zacząć nowe życie. Postanowił być fit.
— Wyszedłem więc na stadion w olsztyńskim Kortowie, gdzie mieszkam i postanowiłem zacząć biegać — wspomina.
Nie trudno zgadnąć, że ten pierwszy raz nie poszło mu najlepiej.
— Przebiegłem może ze 400 metrów i myślałem, że umrę! Nie mogłem złapać oddechu, spociłem się jak szczur. Można się śmiać, ale to dla mnie były naprawdę dramatyczne chwile — opisuje.
Postanowił się jednak nie poddać. Okazało się, że w Kortowie organizowane są specjalne zbiorowe biegi dla wszystkich zainteresowanych.
— To taki cykl „Biegam, bo lubię”, gdzie spotykają się pasjonaci i instruktorzy. To mnie zmotywowało, takie wspólne bieganie — podkreśla.

Pan Jan zaczął być stałym bywalcem tych spotkań. Z zajęć na zajęcia jego kondycja się poprawiała. Jednym słowem „wkręcił się”. Tak ćwiczy latem. Na zimne i mokre miesiące mężczyzna zawiesza grupowe bieganie. Ale nie oznacza to, że przestaje się ruszać. Osiem lat temu kolega namówił go na siłownię.
— Trochę byłem sceptyczny, bo gdy byłem młody nie było takich miejsc. Obawiałem się, że nie będę wiedział jak te skomplikowane maszyny obsługiwać — wspomina.
Ale nie taki diabeł straszny jak go malują.
— Wszedłem do klubu i od razu zajęła się mną profesjonalna i przemiła instruktorka Ela. Po pierwszych zajęciach już dobrze wiedziałem co i jak mam robić — opowiada.

Dziś pan Jan trenuje trzy razy w tygodniu po trzy godziny dziennie. Zaczyna od półgodzinnej rozgrzewki na rowerku stacjonarnym, potem jest czas na godzinę typowo siłowego treningu, a potem znów przychodzi czas na rower. Siłownia nie tylko sprawia, że mężczyzna czuje się lepiej psychicznie, ona po prostu leczy jego ciało.
— Pięć lat temu będąc w górach doznałem kontuzji, pękła mi w kolanie łękotka. Znam wielu ludzi, którzy latami borykają się z bolącymi kolanami, więc pomyślałem, że pewnie już po moim sporcie. Ale na siłowni tak profesjonalnie się mną zajęto, wzmocniono wszystkie mięśnie w nogach, że szybko wygrzebałem się ze zdrowotnych problemów — opowiada.
Mężczyzna oprócz aktywności, ma jeszcze jedną pasję - morsowanie. Morsem jest już od 15 lat.

— Jak zaczynałam, to było nas 20 osób, teraz co tydzień w zimnej wodzie kąpie się nawet i sto osób — opowiada. — Tak samo jest z siłownią. Kiedyś było tam zdecydowanie mniej osób. Teraz od rana do nocy ćwiczy młodzież, ćwiczą dorośli, ćwiczą seniorzy — opowiada.
Zanim morsy wejdą do lodowatej wody muszą się rozgrzać. Pan Jan ma na to swój sposób.
— W domu przebieram się w kąpielówki, biorę ręcznik i truchcikiem biegnę do jeziora, a po kilkunastominutowej kąpieli owijam się ręcznikiem i pędzę z powrotem — opowiada.
Mężczyzna lubi nietypowe inicjatywy. Dwa razy brał udział w Marszu Śledzia odbywającym się nad morzem.
— To taki odbywający się od 2002 roku marsz pieszy o długości około 12 km, biegnący po mieliźnie w Zatoce Puckiej, pomiędzy Kuźnicą i Rewą. Jednym słowem: lecimy przez wodę — opisuje.
Czy żona pana Jana jest równie aktywna jak jej partner?
— Ona też się w życiu nabiega i nagimnastykuje, ale w trochę innej formie niż ja. Opiekujemy się teraz 1,5 rocznym wszędobylskim wnukiem, gdy jego rodzice są w pracy. On nie da żonie zalegać na kanapie — śmieje się emeryt.
Pan Jan ćwiczy więc raczej samotnie.
— No coś trzeba robić, żeby nie zardzewieć — stwierdza ze śmiechem.

Państwo Halina i Jan Smętek to ćwiczące małżeństwo na emeryturze. Odwiedzają ten sam klub fitness co pan Jan. Ale siłowe sporty im nie w głowie. — My stawiamy na zajęcia grupowe typu szkoła pleców, gdzie uczymy się jak prawidłowo dbać o kręgosłup oraz na zajęcia rozciągające i usprawniające. Ale nie jest tak, że to tylko takie lekkie, niewymagające treningi. Nasza trenerka uważnie nas obserwuje, poziom i intensywność ćwiczeń dostosowuje do naszych możliwości i kondycji, a ta z zajęć na zajęcia jest coraz lepsza — zgodnie podkreślają.
O możliwości uczestniczenia w specjalnych zajęciach dla seniorów dowiedzieli się, gdy byli słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku.
— Z mężem zawsze lubiliśmy sport. Ja za młodu uprawiałam lekkoatletykę, mąż był koszykarzem. Potem proza życia troszkę odsunęła nas od aktywności. Przejście na emeryturę było dobrym momentem, by się do niego znów „przysunąć" — śmieje się pani Halina.

Trenują trzy razy w tygodniu. Gdy mają dwa dni przerwy jak sami podkreślają, „już ich nosi”.
— Człowiek wpada w rytm i ciało domaga się ruchu — zauważa pani Halina.
Para stara się też zdrowo odżywiać.
— Ostatnio zrobiłam przepyszne ciasto, ale uwaga....z fasoli i bananów. Staramy się z mężem nie używać zbyt wiele cukru oraz tłuszczu. Jak zjemy jedną czekoladę na pół w ciągu miesiąca, to już jest dobrze. A goloneczka...no może raz na kilka miesięcy – opisują.
Para nie może zliczyć zalet jakie daje im uczestnictwo w zajęciach klubu fitness.
— Najważniejsze jest to, że ćwiczymy w przemiłej atmosferze. Spotykamy ciekawych ludzi, wymieniamy się doświadczeniami. Sport i towarzystwo sprawia, że ciało jest sprawniejsze, a dusza weselsza — opisuje pani Halina.
Mieczysława Pietkun również regularnie odwiedza klub fitness. Kobieta to była zawodniczka olsztyńskiej Łączności. Teraz od wielu lat jest już na emeryturze.
— Zawsze byłam aktywna i jak tylko skończyłam z koszykówką, zaczęłam szukać innych zajęć. Od wielu lat uprawiam fitness. Ale nie jest tak, że jestem totalnie zakręcona na punkcie sportu, potrafię złapać lenia i nigdzie nie pójść. Nic na siłę — podkreśla.

— Obecnie nasi seniorzy odbiegają od stereotypu babci czy dziadka siedzącego w domu, z odciskami na łokciach od podpierania się o parapet. Współczesny senior jest aktywny, chce rozwijać się nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Kult zdrowego ciała i umysłu dotarł także do Olsztyna — zauważa Jerzy Polakowski, właściciel Body Perfect. Mężczyzna jest naocznym świadkiem jak bardzo na przestrzeni lat wzrosła świadomość społeczeństwa, jeśli chodzi o plusy płynące z aktywności i odpowiedniego odżywiania. — Przed sześciu laty nasz klub jako pierwszy w Olsztynie wprowadził do swojej oferty zajęcia dedykowane właśnie dla tej grupy wiekowej. Od lat zdobywamy doświadczenie w pracy z seniorami. Trenerzy przeszli szereg niezbędnych kursów, aby świadczyć w pełni kompetentne usługi i przekazywać zdobytą wiedzę. Klub od wielu lat współpracuje z Uniwersytetem i Akademią Trzeciego Wieku. Na początku grudnia tego roku wprowadziliśmy program „Aktywny senior” – wspólne treningi. Każdy posiadający legitymację emeryta może przyprowadzić do naszego klubu: na zajęcia lub na trening na siłowni osobę towarzyszącą. Warto podkreślić, że pierwszy trening jest bezpłatny. Na dodatek poprzedzony jest analizą składu ciała i konsultacją z trenerem. W grafiku poza treningami fitness znajdują się zajęcia takie jak szkoła pleców, pilates, joga, aktywny senior – wszystkie dedykowane właśnie seniorom — zachęca Jerzy Polakowski.
Agnieszka Porowska


Komentarze (0)

Komentowanie wyłączone

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB