Siłownia mnie zahipnotyzowała

2018-01-23 17:51:52 (ost. akt: 2018-01-23 13:02:02)

Podziel się:

Autor zdjęcia: Marcin Zalech

Przed laty pojawiła się na siłowni, aby zrzucić kilka kilo. Dziś jest wicemistrzynią świata w fitnessie sylwetkowym. I to dwukrotną. We Francji udało się jej obronić tytuł. Z Sylwią Taczałą rozmawia Agnieszka Porowska.

— W grudniu zdobyłaś drugi raz z rzędu tytuł wicemistrzyni świata w fitnessie sylwetkowym....
— W 2016 roku w Białymstoku udało mi się to pierwszy raz, a na początku grudnia 2017 r. obroniłam tytuł we Francji.

— Czym jest fitness sylwetkowy?
— Na zawodach najwyżej oceniane są zawodniczki o pięknie wyrzeźbionej i umięśnionej, ale wciąż kobiecej sylwetce. Sędziowie oceniają figurę, mięśnie, nienaganną symetrię i proporcje ciała oraz wdzięk, urodę i fryzurę zawodniczek,.
Zwycięża ta fitnesska, która zdobędzie najwyższe noty we wszystkich rundach.

— Chyba nieczęsto się zdarza, że komuś rok po roku udaje się powtórzyć taki sukces?

— Jestem jedną z nielicznych zawodniczek, którym dała się ta sztuka, ale bardziej jestem zadowolona z ostatniego startu. Każdy sportowiec dąży do tego, aby uzyskać progres. Cieszę się, że mi się to udało, mimo że wynik jest taki
sam jak przed rokiem. Sędziowie z reguły patrzą na całokształt. Do tej pory w finalnym efekcie zawsze mi coś umykało... a to miałam zły makijaż albo nieodpowiedni strój, a we Francji wszystko mi wyszło tak, jak to sobie zaplanowałam. Udało mi się poprawić wszystkie słabsze strony, z czego jestem szczególnie zadowolona. Jak trzymam formę w ciągu roku? Bywa z tym różnie. Odżywiam się zdrowo. Przychodzą jednak momenty rozprężenia. Poza sezonem pozwalam sobie na coś więcej. Organizm też musi odpocząć. Zajadam się wtedy moim ukochanym masłem orzechowym, które w sezonie tych ścisłych przygotowań jest zabronione.

— Jak wyglądały przygotowania do sezonu?

— Zaczynam je w sierpniu. Ścisła dieta, gdzie liczę każdą kalorię opartą głównie na pełnowartościowym białku i węglowodanach. Do tego intensywny trening dwa razy dziennie po dwie godziny na siłowni przez sześć dni w tygodniu. Treningu siłowego nic nie zastąpi, choć w tym roku urozmaiciłam go inetrwałami i treningiem EMS.

— Między jednym a drugim treningiem również nie opuszczasz siłowni...
— Owszem. Bywają dni, że z siłowni nie wychylam nosa.

— Ale nie zawsze tak było. Nie jesteś z tych, które trenują od zawsze...
— Gdy jeżdżę po zawodach, spotykam wiele zawodniczek, które trenują od dziecka w różnych dyscyplinach. Ja za młodu nie byłam zbyt aktywna. Na siłowni pojawiłam się jako dwudziestolatka z lekką nadwagą. Po prostu chciałam trochę schudnąć. Szybko się udało. Nigdy nie planowałam sportowej kariery, myślałam, że to nie dla mnie i że już jest za późno. Siłownia okazała się strzałem w dziesiątkę, zahipnotyzowała mnie. Przez trzy lata chodziłam na siłownię w Legionowie niezobowiązująco. Potem trafiłam pod skrzydła profesjonalnej trenerki. To dało mi dodatkowego kopa i motywację. Gdy myślisz o postępach,
ważne jest by ktoś nad tobą czuwał i cię prowadził.

— Wspominałaś o Legionowie. Dziś jednak można napisać „dwukrotna
wicemistrzyni w fitnessie sylwetkowym mieszka w Olsztynie".

— Przyjechałam tu za miłością, którą poznałam na kulturystycznych zawodach w Bytowie w 2015 r. Uprzedzając kolejne pytanie - nie żałuję. Olsztyn bardzo mi się spodobał. Ma sportową atmosferą. Tu nikogo do aktywności namawiać nie
trzeba, jest mnóstwo różnych stowarzyszeń - biegowe, rowerowe. Wspaniałe plenery, w których można trenować. Bardzo prężnie działają sztuki walki. Naprawdę świetnie się tu mieszka komuś, kto czuje w sobie sportowego ducha.

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB