Hola! To żelazna Ola! Joga jej niestarszna

2018-02-13 13:28:57 (ost. akt: 2018-02-13 11:09:53)

Autor zdjęcia: arch. prywatne

Podziel się:

Kiedyś myślała, że musi się porządnie spocić, by po treningu czuć szczęście. Dopóki nie trafiła na jogę. To ona dała jej ukojenie, które jak sama podkreśla — przekłada się na stosunki międzyludzkie w pozatreningowym życiu. Poznajcie trenerkę.info, czyli Olę Żelazo.

— Na YouTubie milionowe wyświetlenie. To sukces biorąc pod uwagę ciągle rosnącą w branży fitness konkurencję. Jak myślisz, co stoi za twoją popularnością?
— Konkurencja jest coraz większa, ale i liczba chcących uprawiać sport ludzi też rośnie. Poza tym fajnie jak każdy znajdzie swoją niszę, w której się dobrze czuję. Zajmuje się głównie pilatesem i jogą. Na popularność składa się wiele aspektów: ludzie widocznie lubią moją energię, to jak tłumaczę i samą dynamikę ćwiczeń. Moje ćwiczenia nie są bardzo trudne, ani bardzo łatwe. Wszystko co proponuję, można zrobić w domu bez wychodzenia na siłownię. Dlatego polecam się również osobom starszym oraz tym z małymi dziećmi.

— Od jak dawna prowadzisz internetowe treningi?
— Kanał prowadzę już od 6 lat. Oczywiście - gdy zaczynałam w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że branża fi t aż tak się w tą stronę rozwinie. Na początku nie skupiałam się na tym wcale, była to bardzo nieregularna zabawa. Sama miałam wtedy małe dzieci i to było dla mnie oderwanie się od pieluchowej rzeczywistości. Hobby, pasja rozwinęły się w pewnego rodzaju zawód. Dzieciaki podrosły, a ja zaczęłam mieć więcej czasu na promowanie postawy fit. Cały czas jeżdżę po Polsce, czerpię z doświadczeń innych, doszkalam się.

— Od zawsze zajmowałaś się jogą?
— Przechodziłam w swojej sportowej drodze chyba wszystkie dyscypliny. Zaczynałam od fitnessu. Nawet w tak bardzo skrajnej formie, jaką jest kulturystyka i dźwiganie ciężarów. Wzmacniałam masę mięśniową, poprawiałam wygląd brzucha. Pokazywałam jak schudnąć i jak się zmęczyć. Mechaniczne ciężkie ćwiczenia. Ale z biegiem czasu zaczęłam szukać duchowości i spokoju. Natknęłam się na pilates, którego stonowanie bardzo mi się spodobało. Było tam więcej świadomości ciała i skupienia na naszym centrum. Ćwiczenia mają prowokować w nas dobre samopoczucie i zdrowie. Dopiero później rzeźbić sylwetkę. Potem trafi łam na jogę, która zupełnie mnie zaczarowała. Joga przeplatała się przez całe moje życie, tylko do pewnego momentu traktowałam ją po macoszemu. Wydawało mi się, że muszę się spocić, żeby po treningu czuć szczęście - nic bardziej mylnego. Joga tak mnie wciągnęła, że poszłam na kurs instruktorski. To połączenie ciała z umysłem - ciało ćwiczy, a umysł jest skupiony. Po ćwiczeniach jestem spokojna, skupiona, zrelaksowana. To ukojenie przekłada się na życie, na codzienność, na stosunki z rodziną. To tak inny stan w porównaniu do tego co czułam po treningach siłowych. Wtedy byłam nabuzowana adrenaliną, chciałam roznieść wszystko. Wspaniale poznać te dwie formy treningu i je sobie po rostu przeplatać.

— Joga to nie tylko siedzenie i oddychanie.
— Jest wiele różnych form jogi - ashtanga joga, flow-joga — gdzie ćwiczenia wykonuje się w rytmie oddechu, dość dynamicznie. Znajdziemy tam wiele ćwiczeń balansowych, gdzie mocno pracują ramiona, brzuch — w tej jodze pracuje się jak na fitnessie.

— Czy joga potrafi odchudzić?
— Jak najbardziej. Gdy zaczynamy praktykować to zmienia się nasze podejście do życia. Człowiek znajduje wtedy umiar, potrafi się ograniczyć, zaczyna zwracać uwagę na to co i jak je. Przykazania jogińskie mówią o tym, by być świadomym — a to się przekłada na wszystko. Zaczynamy jeść rzeczy naturalne, nie przejadamy się. Coraz lepiej wiemy, że odżywianie wpływa nie tylko na ciało, ale i na umysł.

— Czym różni się power joga od zwykłej jogi?
— Te ćwiczenia są bardziej wymagające i dynamiczne. Wykonując nawet najprostsze asany takie jak pozycja wojownika czy trójkąta używamy ciężarków. Dokładamy mocy.

— Jeździsz po Polsce z prelekcjami na temat zdrowego odżywiania. Odwiedzasz szkoły, więc rozmawiasz z ludźmi, którzy są jakby z poza branży fit. I jakie wnioski?
— Jestem pod wielkim wrażeniem. Po pierwsze, że w ogóle chcą ze mną gadać. Bałam się, że usiądą nadęci bokiem i usłyszę: „czego ona od nas chce”. Okazują się niezwykle otwarci. Po kilku minutach rozmowy wiem już co jedzą i jak trenują. Młodzież na temat odżywiania wie dużo. Czasy zachłyśnięcia się fast -foodami już dawno za nami. Oczywiście, nie są ascetami, młodzież ma swoje prawa, jedzą niemało słodyczy. Ale to jest bardzo dobry znak, że wiedzą co robić by być zdrowym. Na ostatnim spotkaniu zadawałam im pytania o główne grupy pokarmowe, o to czego mamy jeść więcej czego mniej. Oni to wszytko wiedzieli. Taka otwarta i świadoma młodzież to niezwykły kapitał.

— Zdarzył się wśród tych nastolatków ktoś wyróżniający się szczególnie?
— Trafił mi się chłopiec, który brał udział w MasterChef Junior, a ja w ramach poczęstunku przygotowałam ciasto fit na bazie banana. Gdy się dowiedziałam, że mistrz kulinariów jest wśród nas trochę mina mi zrzędła. Bałam się krytyki, że tak się nie robi, że składniki nie takie.... Z uwagą śledziłam jak wkłada kawałek do ust.... „hmm...może być” usłyszałam informacje zwrotną. Egzamin zdałam.

— Nastolatki są mądre i rozumne. A jak do zdrowego odżywiania przekonać małe dzieci?
— Moje dzieci są jeszcze małe, ale też już wiedzę, że odżywianie wpływa na niekorzystnie. Tłumaczę im, że dzięki zdrowym nawykom są sprawniejsze, mają więcej energii, że dzięki temu lepiej grają w piłkę. Słodycze i pizza też są dla ludzi. Nie popadajmy w skrajności. Nie wyobrażam sobie urodzin bez tortu. Ma być słodki smaczny. Wprawiać w dobry humor. Spali się gdzieś po drodze.

— Wielu ludzi uważa, że żeby trenować trzeba mieć trochę wolnego czasu. Na twojej stronie znajdziemy filmiki pokazujące, że nawet w pracy można ćwiczyć.
— W dzisiejszych czasach ciężko z czasem. Trzy razy w tygodniu godzina wyjścia na siłownię przerasta możliwości zwłaszcza wielu młodych rodziców. Na siłownię trzeba dojechać, w korkach odstać swoje, potem wziąć prysznic. I robią się trzy godziny. W pracy też wbijamy się za biurko, za którym spędzamy przykurczeni dziesiątki godzin w tygodniu. A wystarczy się kilka razy porządnie odchylić, wyprostować, może zrobić kilka przysiadów. Tempo życia wpływa na popularność programów youtubowych. Treningi w sieci - ich intensywność i długość można sobie samemu dostosować do pory dnia. Mam nawet takie kwadransowe sety odpowiednie dla tych, którym dzieci dopiero po 22 idą spać (śmiech).

— Zacytuję początek jednego z twoich wpisów „jeśli my kobiety chcemy zdrowych kości, a nie podobają nam się „bryczeski” czy „pelikany”..... Co to są te bryczeski i pelikany?
— Jesteśmy tak po prostu zbudowane, że niestety działa na nas grawitacja. Bryczeski i pelikanki to te fałdy skórne pod ramionami czy na udach, które najszybciej się rozciągają i ciążą w dół. Gdy podniesiemy ręce na wysokość barków i widzimy, że coś nam w dół ciąży i faluje, to najwyższa pora zacząć działać. Pewnych procesów nie unikniemy, ale możemy je opóźnić.

— Co będzie na walkę z pelikanami najlepsze?
— Najważniejsze - to nie doprowadzić do otyłości, a potem ćwiczyć z ciężarkami. Nie zapominamy też o zbawiennych właściwościach masażu i zimnych prysznicach. Prysznic, a potem oliwka, którą wcieramy w skórę masując i szczypiąc, żeby skóra była odżywiona i elastyczna. W ten sposób pobudzamy do pracy metabolizm.

— Masz jakieś specjalne postanowienia na ten rok?
W swojej działalności trzymasz się pewnych punktów czy czekasz na to co przyniesie życie? W planach jakaś nowa skomplikowana i bardzo wymagająca pozycja w jodze?
— Jestem systematyczna i regularna i raczej nie idę na żywioł. Staram się metodycznie podchodzić do swojego rozwoju. Jeżdżę na szkolenia, dokształcam się. Nie lubię leniuchować.

— Jak trenujesz to potrafisz się w tym zatracić?
— Ćwiczę codziennie godzinę czasem półtorej. Niemało czasu zajmuje mi też układanie planów treningowych i nagrywanie filmów. Czasem wieczorem udaje mi się na uspokojenie i wyciszenie zrobić kilka assan. Zdecydowanie się lepiej potem śpi.

— Znam trenerki, które stały się trenerkami, bo chciały trochę schudnąć. Z tobą było inaczej...
— Od zawsze byłam aktywna. Rodzice to zauważyli i posłali mnie do szkoły sportowej. Potem już nigdy nie miałam przerwy od sportu. Zaczynałam od gier zespołowych, potem przeszłam przez wszystkie inne dyscypliny. Za niczym za specjalnie nie tęsknię, bo wciąż się rozwijam. Nie amknęłam się tylko na jogę, jak mam ochotę to wskakuję w buty i idę do lasu biegać.

— Ola Żelazo to pseudonim, który wymyśliłeś specjalnie na potrzeby fi t? Jak się spojrzy na ciebie, na to co potrafi sz zrobić na macie, np. na twój plan wygięć do tyłu, to wychodzi że całkiem elastyczne z ciebie żelazo.
— To moje prawdziwe nazwisko po mężu. Idealnie wpisuje się w to co robię. To nazwisko zmobilizowało mnie, by stawić mu czoła. Od tego czasu nie ma wymówek (śmiech).
Agnieszka Porowska

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB