Najpierw mocno boksuje, a potem wali w bębny

2018-02-19 19:00:00 (ost. akt: 2018-02-19 12:53:22)
Karolina Rogóż Namiotko

Olsztyn-Karolina Rogóż Namiotko chce zmienić swoje życie. Uprawia box i gra na perkusji.

Karolina Rogóż Namiotko Olsztyn-Karolina Rogóż Namiotko chce zmienić swoje życie. Uprawia box i gra na perkusji.

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Podziel się:

Karolina swoje wie. I chce robić to, co czuje. W 2018 roku postawiła sobie wysoko poprzeczkę. Chce zostać perkusistką i bokserką. Ale żeby nie było nudno, to nie jedyne jej tegoroczne plany. Mierzy wysoko, aż do chmur. Dosłownie!

Wszystko zaczęło się jesienią, gdy wyprowadziła swoją pracownię ceramiki z domu. Gdy wracała z pracy, nie mogła odnaleźć się w domu. Wcześniej zamykała się w pokoju i mogła tworzyć. Teraz nawet rodzina, z którą jest bardzo związana, nie potrafiła sprostać tęsknocie za sztuką w domu. Zaczęło ją nosić i w końcu postanowiła, że musi coś dla siebie zrobić. Akurat zbliżał się 2018 rok, więc spisała swoje postanowienia.

— Pomyślałam, że z godzinę mogę dla siebie wygospodarować — tłumaczy Karolina Rogóz-Namiotko z Olsztyna, która jest artystką, nauczycielką, przedszkolanką, mamą i żoną. — Bo bez sensu traciłam czas. A to gapiłam się w telewizor, a to siedziałam przed komputerem. Zaczęła nawet łapać mnie depresja, bo za oknem było ciemno, a w domu nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca. Wymyśliłam więc, że w 2018 roku zrobię coś, o czym zawsze marzyłam. Fitnesy nie dla mnie, inne aktywności też. Od dawna natomiast chciałam nauczyć się grać na perkusji. Na gitarze próbowałam, ale nie za bardzo mi to pasowało. Jestem typem niespokojnej duszy, więc ta perkusja była strzałem w dziesiątkę.
Tylko gdzie znaleźć nauczyciela? Karolina, gdy chodziła ze znajomymi na koncerty, zaczepiała perkusistów. Pytała ich, czy udzielą jej kilku lekcji.

— Wszyscy jednak pukali się w głowę. Ale w końcu trafiłam na Olka Ostrowskiego, sesyjnego muzyka, współpracującego z artystami z całej Polski. On jedyny nie patrzył na mnie jak na postrzeloną — wspomina Karolina. — Okazało się, że prowadzi zajęcia z gry na perkusji. Po prostu spadł mi z nieba! Kiedy poszłam na pierwszą lekcję, oszalałam. Wzięłam pałeczki do ręki i poczułam, że to moje miejsce. Powiedziałam nawet Olkowi: to tak jak poznajesz dziewczynę i wiesz, że to ta jedyna. Ja też się zakochałam w bębnach. I kiedy zaczęłam grać, okazało się, że nawet nieźle mi idzie. Urosły mi skrzydła i chciało mi się grać jeszcze bardziej.
Gra na perkusji wcale nie jest taka prosta. Nie wystarczy uderzać rytmicznie w bębny.
— Na co dzień pracuję na kole garncarskim, więc prawa i lewa ręka ze sobą współpracują. Również wtedy wciskam pedał. Gdy gra się na perkusji, też ręce i noga muszą ze sobą współgrać — tłumaczy Karolina. — Mam nadzieję, że przez rok nauczę się grać na tyle dobrze, że zagram koncert! Mało tego, mam kolegę, który nie dowierzał, że zaczęłam grać: „Karolina, ty tak na poważnie? Jak już będziesz w miarę ogarnięta, biorę cię do zespołu”. Muszę sprostać!

Nauka gry na perkusji okazała się jednak niewystarczająca.
— Chciałam się jeszcze poruszać, bo przy tych garach nie za bardzo miałam jak — dodaje Karolina. — Natchnęła mnie koleżanka, która na jednej z licytacji wylosowała trening z Mamedem Chalidowem. Pozazdrościłam jej, bo to coś innego… Byłam na tej aukcji charytatywnej i traf chciał, że usiadłam przy trenerze boksu. Pomyślałam: może się do niego odezwę? Znalazłam go później na portalu społecznościowym i zapytałam, czy mogę przyjść. Zgodził się. Poszłam. Dołączyłam do męskiej ekipy, więc wkroczyłam w męski świat. Myślałam, że faceci będą patrzeć na mnie krzywym okiem, ale tak źle nie było. Ucieszyli się nawet, bo dzięki mnie — jak mówili — będą się bardziej starać.
Na pierwszym treningu za bardzo się nie zmęczyła.

— Ale po dwóch dniach miałam zakwasy. Aż się zdziwiłam, bo po wysiłku zazwyczaj miałam zakwasy od razu! — zauważa Karolina. — Pewnie organizm był w takim szoku, że musiał poczekać na reakcję. Na drugim spotkaniu już tak lekko nie było. Trener dał wycisk, nie mam taryfy ulgowej. Musiałam robić pompki, co było dla mnie koszmarem. Zrobiłam… pół. Ale obiecałam trenerowi, że poćwiczę w domu. Nie mogę przecież być gorsza od facetów. Ręce mam silne, ale od dźwigania. Dużo pracy przede mną, ale nie poddam się. Trener nawet przysłał mi link, żebym wybrała sobie rękawice do walki. Na specyfikacji kompletnie się nie znam, więc się zdziwiłam: kolor mam sobie wybrać? Ale zdecydowałam się na czarne.
— Już na pierwszych zajęciach Karolina poprosiła mnie, abym pomógł jej w doborze rękawic i taśm na ręce — mówi Krzysztof Kaim, trener boksu. — Widać, że to bardzo zdeterminowana osoba, która chce realizować swoje cele. Mam nadzieję, że treningi poprawią jej samopoczucie i będzie jeszcze bardziej pewna siebie. Na pewno też będzie też dużo sprawniejsza. Kobieta to na pewno nie słaba płeć. Jest na pewno silniejsza psychicznie od niejednego mężczyzny.

Dlatego Karolina na treningu nie myśli o niczym. Zaciska zęby i boksuje. Cały świat ucieka jej z głowy, liczy się tylko, żeby cios się udał.
— I to jest wspaniałe, bo odpoczywam, chociaż trener daje mi wycisk — przyznaje Karolina. — Boks to taka odskocznia. W sumie nie chodzi, żeby komuś przywalić. Ważne, aby tak się skupić na ćwiczeniach, żeby aż odlecieć od rzeczywistości.
Karolina zdawała kiedyś do szkoły lotniczej, chciała być pilotem, więc ciągnie ją do chmur. Wymyśliła kiedyś, że musi skoczyć ze spadochronem. I to cały czas wisi w powietrzu. Skok też został wpisany na listę planów 2018. Znalazł się również na niej rower.
— Chciałabym jednorazowo przejechać 100 kilometrów i wierzę, że mi się uda — opowiada Karolina. — W maju przylatuje moja przyjaciółka ze Szwajcarii, która przebiegnie ultramaraton, czyli dystans stu kilometrów. Namówiła mnie, abym była jej supportem. Zgodziłam się, a potem zaczęłam główkować: co to znaczy? Mam biec z nią, czy co? Okazało się, że muszę jej towarzyszyć. Tylko że bieganie nie jest dla mnie! Kompletnie go nie czuję. Ale będę jechać obok niej na rowerze, a gdy ona będzie traciła siły, mam ją motywować: dawaj, Kamila, dawaj! Cieszę się, bo wprawię się do swoich stu kilometrów. Z rowerem akurat jestem za pan brat. Kiedyś, kiedy nie miałam jeszcze samochodu, jeździłam na dwóch kółkach przez cały rok, nawet zimą. Pamiętam, że uczniowie nawet mnie pytali, dlaczego tak pedałuję w tym mrozie. Musiałam na szybko coś wymyślić. Opowiedziałam, że strasznie nie lubię zimą skrobać szyb w samochodzie…

To nie koniec listy postanowień na 2018 rok. Jest na niej jeszcze radość z drobiazgów.
— Myślę, że to najtrudniejsze — podkreśla Karolina. — Ale jeśli się postaram, dam radę ze wszystkim. Grunt to nie poddawać się i nie odkładać niczego nie później. Życie trzeba brać pełnymi garściami i nie rezygnować z marzeń.
ADA ROMANOWSKA
Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0)

Komentowanie wyłączone

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB