Mistrzowie z doskoku

2018-04-05 11:28:56 (ost. akt: 2018-04-05 11:48:46)

Autor zdjęcia: arch. prywatne

Podziel się:

Konrad Dąbrowski, instruktor olsztyńskiej szkoły tańca, wraz z grupą Hold on Nuh, w Turynie na turnieju Mistrzostw Europy organizowanym przez Torino Dancehall Movement – zajął trzecie miejsce, zostając tym samym Drugim Wicemistrzem Europy Dancehall. O tym czym jest dancehall i jak ważna jest w tańcu improwizacja – opowiada świeżo wytańczony mistrz.

― Gratuluję sukcesu. Tym większego, że nie trenujecie ze sobą na co dzień...
― Dziękuję. Tak, to prawda, jesteśmy grupą, w której każdy tancerz mieszka w innej części kraju. Agnieszka, Agata, Mateusz, no i ja. Białystok, Gdańsk, Cieszyn i Olsztyn. Każdy z nas z zupełnie innego świata. Gdzie indziej żyjemy i inaczej tańczymy, ale każdy robi to na naprawdę wysokim poziomie. Najczęściej trenujemy razem z doskoku, często dopiero tuż przed zawodami. Wtedy coś tam układamy i wymyślamy jakieś przejścia, ustawienia. Na pewno taki start jest dużo większym wyzwaniem, niż dla grup które trenują ze sobą regularnie, ale lubimy to. Po prostu, spotykamy się raz na jakiś czas, wygrywamy i wracamy do siebie (śmiech).

― Spotykacie się tak po dwoje, troje?

― Staramy się cała grupą, ale z okazji różnych warsztatów zdarzają się też pojedyncze spotkania. Tydzień temu spotkaliśmy się wszyscy w Katowicach na warsztatach prowadzonych przez jednych z najlepszych tancerzy z całego świata. Organizował je Mateusz. Jak w Białymstoku prowadzę warsztaty, to wiadomo że spotkam się tam z Agnieszką. I tak jeździmy i tańczymy.

― Niesamowite, że w ogóle tak się da...
― To jest bardzo ciężkie, wymagające sporej elastyczności, ale nie niemożliwe. Mamy wiele sukcesów. W 2016 roku zgłosiliśmy się do programu telewizyjnego. Był to show taneczny dla tancerzy ze wszystkich stylów. I nam - z wcale nie najpopularniejszym stylem - udało się ten program wygrać. Najśmieszniejsze jest, że regulamin mówił o drużynie pięcioosobowej, a nas było tylko czworo. Na szybko zaprosiliśmy więc do współpracy kolegę z Jamajki, który chwilowo był w tym czasie w Polsce.

― A kiedy wymyślacie na przykład choreografie?
― Najczęściej na bieżąco. Kilka dni przed występem. U nas nic nigdy nie jest zamknięte. Szczypta improwizacji, garść szaleństwa i ogromna wiara w to, że damy radę.

― Jak się spotkaliście?
― Swego czasu mieszkałem na Śląsku. Tam uczyłem się tańczyć i tego jak uczyć tańczyć. Wtedy to był jeszcze break-dance. Mateusz był jednym z moich uczniów. Potem zaczęliśmy spotykać się z powodu różnych dancehallowych inicjatyw i wpadliśmy na pomysł, żeby stworzyć ekipę męska dancehall. W Polsce wtedy jeszcze takiej nie było. Skrzyknęliśmy się we czterech. Już wtedy było tak, że każdy mieszkał w innym mieście, choć było prościej, bo trzech na Śląsku, a jeden w Warszawie. Ekipa męska w końcu jednak się rozpadała, innych facetów nie było, w Polsce w ogóle jest ich w tej branży bardzo mało, więc poprosiliśmy dwie koleżanki ze sceny, aby do nas dołączyły. I takim to sposobem powstało Hold On Nuh czyli nasza grupa, mówi się „olano” ,spolszczona wersja brzmi Kolano (śmiech) to z jamajskiego znaczy "zaczekaj" i tak trochę na poczekaniu powstała nasz grupa. Wcześniej startowaliśmy osobno w Polsce osiągnęliśmy właściwie wszystko co było można i stwierdziliśmy, że dobrze by było ruszyć razem na Europę. No i pojechaliśmy. Zaczęliśmy dwa lata temu od Berlina, gdzie udało nam się zająć drugie miejsce. Nabraliśmy apetytu na więcej i teraz udało się go zaspokoić w Turynie.

― Jak dotarłeś do dancehallu?
― Trenowałam breakdance. Obok dziewczyny trenowały dancehall i usłyszeliśmy: potrzebujemy chłopców do partnerowania. Jestem otwarty na różne kierunki taneczne i postanowiłem spróbować. Na początku miałem do tego sporo dystansu, myślałem, że to tylko na chwilę. Potem wsiąkłem, wyjechałem na pierwszy w Polsce obóz o tematyce dancehallowej i tak mi już zostało.

― No to czym jest ten dancehall?
― To gatunek muzyczny wywodzący się z Jamajki, powstały pod koniec lat siedemdziesiątych z klasycznego reggae. Jest jednak o wiele szybszy i żywszy. Wywodzi się raczej z ubogich dzielnic. Jednak dancehall to coś więcej niż sama muzyka czy taniec. To kultura, ubiór jedzenie, ruch, muzyka i zwyczajna zabawa ludzi żyjących na Jamajce. Tam dancehall tańczą małe dzieci i starcy. Aczkolwiek są tam rzeczy, które mogą się Europejczykom nie spodobać.

― Na przykład?
― Choćby damski styl dancehallu, gdzie kobiety bardzo kuszą swoimi pośladkami. Niektórym wydaje się że dancehall to zwykłe kręcenie tyłkiem, a to jest element jednego z dancehallowych kierunków dziewczęcych. Zresztą dziewczyny mogą tańczyć wszystko. Chłopaki już nie. U chłopaków kręcenie tyłkiem jest surowo zakazane.

― Jak zaczynałeś nie spotkałeś się z negatywnymi komentarzami?
― Pamiętam, że jak moi koledzy b-boye (tancerze breakdance) usłyszeli, że idę na dancehall, to docinkom nie było końca. Pytali: i co będziesz tyłkiem kręcił? Oczywiście wynikało to wszystko z niewiedzy. W dancehall panowie mają być męscy, tańczyć mocno, ale płynnie.

― Dancehall to dobry sposób na podryw?
― Na pewno na zwrócenie uwagi wielu kobiet. Dancehallowe towarzystwo jest mocno sfeminizowane. Jak się jest facetem i tańczy się dancehall to z góry jest się skazanym na sukces. Choćby towarzyski. Jeśli ktoś chce się poruszać, a przy okazji poznać masę fajnych dziewczyn, to nic tylko zacząć trenować dancehall. Tańczących facetów w Polsce jest mało. Opanujesz technikę masz trochę drygu, jedziesz na zawody i dziewczyny same podchodzą do ciebie.

― A w Olsztynie ilu jest facetów tańczących dancehall?
― Jestem jedynym zawodowym tancerzem i instruktorem. Uczę dzieciaki i młodzież w szkole tańca, w przedszkolach. Na razie jeszcze raczkują, ale niewykluczone, że za kilka lat pojawi się konkurencja. Prowadzę też grupę w Gdańsku. Być może kiedyś będą ze sobą konkurować (śmiech).

― Mówiliśmy, że z breakdance przeszedłeś do dancehallu, a jak trafiłeś na sam breakdance.
― Mój starszy o 3 lata brat był prekursorem breakdance'a w moim mieście. W ferie 2002 roku we Włoszczowie skąd pochodzę, wiało straszliwą nudą. Nieśmiało poszedłem zobaczyć co on robi. Starsi chłopacy trenowali na sali. Stanąłem w kącie i zacząłem ich naśladować, a potem to już jakoś samo poszło. Break dance w tym momencie tańczę mniej regularnie, ale już tyle lat. Od tamtego czasu poznałem całą masę różnych stylów.

― Kontuzje w tańcu często się zdarzają?
― Jak tańczyłem breaka to nie miałem właściwie żadnych, ale jak przeszedłem na dancehall to zaczęły szwankować mi kolana. W dancehallu cały czas jesteśmy na ugiętych kolanach. W break dance było albo góra albo dół w pionie albo w poziomie. Dlatego zanim zacznę tańczyć muszę naprawdę mocno rozgrzać kolana.

― Pracowałeś też w parku trampolin.
― Tak. Byłem tam instruktorem i animatorem. Uczyłem poruszania się po trampolinach, jakichś akrobacji, a dodatkowo prowadziłem urodziny dla dzieci. Nie potrzebowałem żadnych dodatkowych szkoleń, tysiące godzin break dance'a wystarczyły. Przez wiele lat prowadziłem zajęcia z niemal każdą grupą wiekową - od maluszków do ludzi dużo starszych ode mnie dlatego dobrze czułem się prowadząc urodziny.

― A teraz? Masz czas na inne sporty niż taniec?
― Taniec zawładnął mną totalnie. Branża cały czas się rozwija. Na tym polu naprawdę jest co robić i gdzie się zmęczyć. Tak sobie wymyśliłem, że dancehall to jeszcze nie koniec. Że za jakiś czas, może tak około 40-tki zajmę się tańcem towarzyskim.

― Walc, tango?
― Raczej jakieś latynoamerykańskie rytmy. Po tylu latach tańczenia energicznych styli chyba już nie umiałbym się tak spokojnie, stonowanie ruszać. Czy umiałbym trzymać ramę? Szczerze wątpię...

― Co cię przygnało do Olsztyna?
― Dziewczyna. I choć nasze drogi się rozeszły, to od dwóch lat tu mieszkam i cały czas nie mogę się nadziwić, że tuż za galerią handlową zaczyna się las, albo że wychodzisz ze Starego Miasta, a tu zaraz jezioro. I że tych jezior jest tyle, że codziennie możesz kąpać się w innym. Dużo ludzi uprawia tu sport. To bardzo dobre naturalne miasto dla aktywnych ludzi.
Agnieszka Porowska

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB