Bieganie to taka piękna religia

2018-04-09 11:52:40 (ost. akt: 2018-04-09 13:25:09)

Autor zdjęcia: arch.prywatne

Podziel się:

Mówi o sobie — zwykły chłop z Mazur, z ulicy. W Supraślu przebiegł 80 kilometrów i wygrał jeden z najbardziej wyczerpujących wyścigów, jakim jest ultra śledź. Z Bartkiem Osiorem rozmawia Katarzyna Janków-Mazurkiewicz.

— W pana rodzinie biegało się od zawsze?
— Jestem pierwszą osobą w rodzinie, która zaczęła biegać. Choć tak, przyznaję, rodzina była usportowiona, ale raczej stawiała na sporty drużynowe. Mnie bieganie dopadło w szkole podstawowej. Później, przez długi czas, była to piłka nożna. Grałem nawet w olsztyńskim Stomilu. A od 10 lat postawiłem na bieganie.

— Po mazurskich drogach biega się łatwiej? Tutejsze klimaty bardziej sprzyjają?
— Nie ma reguły. Jeśli ktoś chce biegać, będzie to robił również w mieście. Natomiast obecnie klimat do biegania na Mazurach jest rzeczywiście najlepszy. Kiedy tyle mówi się na temat smogu, który jest problemem wielu miast, Mazur to raczej nie dotyczy. Mamy więc tutaj sytuację o wiele bardziej komfortową. Do tego malownicze trasy wokół jeziora. Są na pewno dużo bardziej atrakcyjne niż bieganie po chodnikach.

— Pan w dodatku ma żonę, która biega, startuje w maratonach. Kto zaczął
pierwszy?

— I znów ta historia łączy się z bieganiem. Poznaliśmy się z żoną na ogólnopolskim spotkaniu trenerów akcji „Biegam bo lubię” w Warszawie. Była już wówczas biegaczką, ja też. Dopełniliśmy formalności (śmiech).

— Bieganie was połączyło, ale czy dziś nie prowadzi do spięć w związku? Wiadomo, dwóch ekspertów w jednej dziedzinie w rodzinie.
— Uważam, że lepiej jest mieć wspólną pasję, niż nie. Na zawody wyjeżdżamy wspólnie. Nie ma konfliktów, że jedna osoba zostaje w  domu, a druga wyjeżdża. Razem też trenujemy. Choć połączenie pasji z  pracą i obowiązkami bywa czasem trudne. I  może się zdarzyć, że czasem lekko zaiskrzy. Natomiast bieganie staje się znakomitym sposobem na rozładowanie napięcia. Wychodzimy z domu, każde pobiegnie w  swoją stronę. Zmęczymy się i wracamy już bez tych złych emocji. I znów jest chęć, by się pouśmiechać.

— Bieganie może być sposobem na życie?
— Jest, bezwzględnie. Staramy się mieć do niego dystans, ale nie da się ukryć, że jest najważniejsze w naszym życiu. Tak naprawdę je organizuje. Kiedy trzeba podzielić czas na treningi i wyjazdy, trzeba być zdyscyplinowanym, by to wszystko pogodzić. I do tego jesteśmy zdrowi. Wszyscy dokoła chorują, a nas żadne choroby nie dotyczą. Czujemy się zdrowo i dobrze.

— Mówicie, że kochacie siebie, bieganie i Polskę północno-wschodnią. Możecie podpisać się pod stwierdzeniem — Mazury moja miłość?
— Nie wyobrażamy sobie, by mieszkać w innym miejscu. Żona pochodzi spod Szczecina. Potrzebowała więc trochę czasu, żeby się zaaklimatyzować. Mazury są pięknym, ale też specyficznym miejscem. Zimą, chociażby ze względu na panujące o tej porze roku, mrozy. Większe niż na zachodzie Polski. W  tej chwili żona doceniła już ogromny urok Mazur o tej porze roku. Ale tak, na tę chwilę kochamy tę część naszego kraju i jesteśmy z nią bardzo związani. Dobrze się tutaj czujemy. Na pewno nie wyobrażamy sobie życia w mieście.

— Mieszkacie w Wydminach.
— Tak. W  naszej gminie mamy 16 jezior, mamy sta-dion z  bieżnią, oświetlony. Jest siłownia, hala sportowa. Wszystko, czego potrzebujemy do treningów...

— Wśród znajomych większością są biegacze? Zarażacie swoją pasją?
— Swego czasu Wydminy były najbardziej rozbieganą wsią w  Polsce. Pokusiliśmy się kiedyś o statystyki. I one pokazały, że co 50 mieszkaniec miejscowości biegał. I faktycznie pewnie tak było. Teraz jedni zaczynają biegać, inni przestają. Jeszcze ktoś inny zamienia biegi na jazdę na rowerze. Natomiast faktycznie, to bardzo usportowiona i  aktywna gmina. Staramy się też mieć znajomych, którzy nie są aż tak zwariowani na tym punkcie, jak my. Czasem żartujemy sobie, że idziemy na spotkanie towarzyskie, w czasie którego nie będziemy mówić o bieganiu. I trochę z przekory udaje nam się dotrzymać słowa.

— Czasem trzeba odpocząć od biegania?
— Oczywiście. Myślę, że każdy nadmiar jest niezdrowy.

— Ale nie da się ukryć, że bieganie was pochłonęło. Dieta, strój, styl życia.
— Staramy się planować dietę, ale oboje jesteśmy smakoszami. Kochamy kawę, z której nie możemy się wyleczyć. Natomiast najnowsze badania wskazują, że kawa jest zdrowa. Wypicie kawy z kawałkiem domowego sernika nie zrobi nam krzywdy. Jednak rzeczywiście musimy dbać o to, co jemy. Oczywiście nie z  powodu tego, że nie chcemy przytyć, bo to nam nie grozi. Natomiast musimy dbać po to, by organizm mógł udźwignąć cięższe treningi i szybciej się regenerował. O  tym większość zapomina i nie docenia roli regeneracji i właściwych posiłków, np. po biegu.

— A w jaki sposób przygotowujecie się do biegania w czasie mrozów?
— No tak, rozmawiamy przecież przy okazji mojego zwycięstwa w Ultra Śledziu w  Supraślu. Przygotowanie techniczne do takiego biegu jest ważne na równi z przygotowaniem logistycznym. Trzeba zadbać o ubranie, od skarpetek, po rękawiczki, czapkę czy plecak biegowy, bieliznę termoaktywną. Do tego żele energetyczne i napoje. Choć w czasie tego biegu napoje zamarzały nam na trasie. Mieliśmy z tym problem. Trzeba było szybko znaleźć rozwiązanie. Radziliśmy więc sobie i na punktach żywieniowych dolewaliśmy do napojów gorącą herbatę.

— Co pan czuje w czasie startu? Zwycięstwo w biegu Ultraśledź na dystansie 80 kilometrów musiało pana kosztować dużo wysiłku. Zawodach, które odbyły się w Supraślu, przy ogromnych mrozach.
— Ultra Śledź jest zupełnie wyjątkowym biegiem. Z żoną startujemy w  maratonach z reguły raz w roku, częściej są to półmaratony i krótsze biegi. Ten bieg w  Supraślu był zupełnie inny. Nie dość, że w warunkach zimowych, to jeszcze był to bieg na dystansie 80 kilometrów. Przede wszystkim stając na starcie takiego biegu trzeba mieć spokojną głowę. Przygotować się do niego psychicznie. I wydaje mi się, że z przygotowania mentalnego zdałem egzamin na szóstkę. W biegach, które trwają siedem godzin i dłużej, psychika odgrywa niebagatelne znaczenie. Przyznaję, że na 73 kilometrze złapał mnie skurcz w obu nogach jednocześnie. Do mety została godzina biegu. Miałem obawy, że to koniec mojego biegu. Nie poddałem się jednak. Porozciągałem się. Połknąłem kostkę czekolady, bardziej traktując ją jako placebo, niż lek i pobiegłem dalej.

— A co pan poczuł na mecie?
— Nie będę ukrywał, że od 70 kilometra marzy się, by w  końcu minąć metę. I  ma się później dość biegania na najbliższe dwa dni. Kiedy przekracza się metę, i to jeszcze zwyciężając, jest radość i satysfakcja, ale pojawia się też uczucie ulgi. Dobra, mam to za sobą.

— Trzeba mieć silną wolę i charakter, by po tak ogromnym wysiłku nie zrezygnować z biegania?

— Kiedy odzyskujemy siły, a  zajmuje to około tydzień, znów zaczyna się tęsknić się za bieganiem. O, na przykład dziś przebiegłem dwadzieścia kilometrów. I myśli się o kolejnych startach. Tak to jest w biegowym świecie. Nie zdążymy się nacieszyć jednym sukcesem, a  chce nam się iść już dalej. Datego właśnie zdecydowałem się na ten podziemny wyścig.

— A jak pana dokonania komentują osoby, które na co dzień mają niewiele
wspólnego ze sportem?

— Nie będę przeklinać (śmiech). Komentarze są czasem niecenzuralne. Jeden z  moich przyjaciół napisał mi ostatnio: „Bartek, wiesz, że prawie nigdy nic nie piszę do Ciebie, ale 80 kilometrów na raz? Ja przejeżdżam 90 kilometrów tygodniowo autem i mnie to męczy”. Są wyrazy sympatii, ale zdarzają się i krytycy. Oczywiście ktoś przeklnie, że kim trzeba być, by biegać na takich dystansach. Nie kwestionuję tego, bo po części się z  tym zgadzam.

— Życie bez pasji byłoby puste?
— Staram się, jak mogę, by inni też ją znaleźli. To wcale nie musi być bieganie. Jeździmy na wiele akcji, które zachęcają do aktywności fizycznej, jesteśmy trenerami. Nie trzeba startować w maratonach, mogą to być na przykład biegi rekreacyjne. Współpracuję z osobami, które zaczynały treningi nie mając wcześniej do czynienia z wysiłkiem fizycznym. Dziś biorą udział w  maratonach
na Islandii czy w  Tajlandii. I mają po 60 lat. Bieganie to taka piękna religia.


Szukamy zakręconych na fit!
Nie zapomnijcie zaglądać na naszą stronę fitniefat.pl czy na profil na FB.
Szukamy osób, które swoją postawą zmotywują innych. Z chęcią opiszemy ich historię. Piszcie do nas - kontakt@fitniefat.plkontakt@fitniefat.pl!

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB